📻 Agnieszka Borowska: Czy sprawiedliwość jest nam potrzebna do szczęścia?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Agnieszka Borowska.



Wszyscy pożądamy sprawiedliwości. Z biegiem lat coraz mniej w nią wierzymy. Aż w końcu zostaje tylko uśmiech politowania.

Przypomniałam sobie rozmowę z telewizyjnego korytarza, która po latach pokazuje mi, jak bagaż doświadczeń jest przyciężki i ile możemy zyskać dzięki młodym ludziom i ich idealizmowi.

Początek lat 90.

Siedzimy z grupą młodych dziennikarzy na drugim piętrze budynku telewizji przy Jasnej w Warszawie, gdzie krzyżują się drogi reporterów redakcji informacyjnych. Jesteśmy dwudziestolatkami przejętymi tym, że sądy i prokuratury swoimi decyzjami uderzają w ludzi, którzy zostali skrzywdzeni. Nie możemy zrozumieć, dlaczego ofiary przestępstw są stygmatyzowane przez urzędników. Dyskutujemy, czy to bezmyślność, czy rutyna, a może zła wola lub wręcz korupcja.

I kiedy jesteśmy wręcz pewni, że krzywda ludzka jest nieuchronna w tak działającym państwie, odzywa się o 20 lat starszy kolega i spokojnym głosem mówi do mnie z lekkim uśmiechem: – Pani Agnieszko, nie ma sprawiedliwości. Kto pani obiecywał, że istnieje? To bujda.

Zaniemówiłam

Przyznam się, że wtedy zaniemówiłam. Dążenie do sprawiedliwości uważałam za swój życiowy sztandar i moja praca miała sens tylko wtedy, gdy udawało się przywrócić zachwianą równowagę, pomóc skrzywdzonym ludziom, zwrócić uwagę na ich los. Tymczasem starszy kolega z racji doświadczenia podzielił się ze mną życiowym odkryciem, które może oznaczać, że źle zrozumiałam świat, w którym jestem.

Może jesteśmy zabawkami Pana Boga, jak pisała Agnieszka Osiecka. Ale jednak wiara w sprawiedliwość trzyma nas w pionie, gdy wszystko staje na głowie. Jesteśmy gotowi w obronie pokrzywdzonych ryzykować albo chociaż solidaryzować się z nimi.

Platońskie ideały zderzają się z brutalnym egoizmem i każdy przeżywa to na własny sposób.

Jesteśmy poruszeni, kiedy prawo stanowione zapomina o człowieku, a jednocześnie człowiek dla własnej korzyści potrafi czynić ból, cierpienie, kłamać i niszczyć. Co począć z tym paradoksem i jak uwierzyć w to, że ten kto jest sędzią i ma w rękach władzę, będzie używał jej w ramach wspólnych wartości ważnych społecznie?

Tęsknota pozostała

Po latach też już noszę bagaż braku wiary w sprawiedliwość. Racja przestała mieć dla mnie zasadnicze znaczenie. Czasem wystarczy odrzucić jej obronę, aby poznać prawdę o sobie. Tęsknota za sprawiedliwością często wiąże się z potrzebą prawdy, dobra, piękna. Zaprzeczanie, że sprawiedliwość istnieje jest wygodne dla tych, którzy szukają usprawiedliwienia swoich czynów.

Platońskie ideały ciągle zderzają się z brutalnym ludzkim egoizmem i każdy przeżywa to na własny sposób. Wtedy, dwadzieścia lat temu, byłam oburzona na starszego kolegę, który – wydawało mi się – z cynizmem odniósł się do ważnej dyskusji. Dzisiaj patrzę na to jak na przejaw racjonalizmu praktyka zmęczonego życiem.

Młodym być

Młodzi i starzy z różnych pozycji postrzegają świat. Młodzi, którzy dopiero do niego wchodzą mają łatwiejszą rolę wniesienia ideałów. Sprawdzian przychodzi z czasem. Bycie idealistą po 40-stce to prawdziwa rzadkość, ale tak rodzi się reputacja. Bo może nie jest się zwycięzcą na liście ludzi sukcesu, ale ma się wewnętrzne przekonanie, że deklarowane wartości wcielało się w życie.

Idealistą być

Sprawiedliwość stanowi swoistą równowagę, jaka musi istnieć, aby dobro mogło tryumfować nad złem. Bo gdy tracimy poczucie sprawiedliwości, w gruzy obraca się cały świat wartości. Idealista więcej ze świata rozumie i bardziej dla świata jest, choć oczywiście idealistę nie ominie frustracja, ale nie ominie go też dobro i piękno.

Wiedza jest ważna, ale dobro ważniejsze. Cieszmy się tym, bo to jest piękne. Na szczęście 😊

Agnieszka Borowska
Dziennikarska wolna dusza. Idealistka, która dobrze na tym wychodzi. Zniechęcona marniejącą kondycją zawodu zajęła się komunikacją społeczną. Jednak... czego nie robi się dla REO.