Agata Skrzypczyk: Czego potrzebujemy, żeby dwa kółka równały się cztery

Rowerem po Europie. I jeszcze dalej

Czy wiecie, że pierwszy pojazd lądowy zasilany siłą ludzkich mięśni został zbudowany w… 1418 roku? Ten pierwszy rower skonstruowany przez włoskiego inżyniera Giovanniego Fontanę miał cztery koła i wszystkie były połączone linami z pewnego rodzaju przekładnią biegów. I choć od tego czasu zgubiliśmy dwa nadprogramowe koła i dodaliśmy parę nowych elementów, wygląda na to, że nasze marzenia o mechanicznej samodzielności pojawiły się już w średniowieczu.

Prawie 400 lat później, w 1816 roku, martwe konie i rok bez lata wywołały temat rowerów ponownie. Wybuch wulkanu Mount Tambora w Indonezji rok wcześniej spowodował gwałtowne obniżenie się temperatury na długie miesiące na całym świecie. Ten najsilniejszy wybuch wulkaniczny podczas całej nam znanej historii uwolnił ogromne ilości pyłów i siarki, które z kolei przyczyniły się do nieurodzaju na polach w całej Europie. Jak to się ma do naszych jednośladów? Ano rowery stały się rozwiązaniem problemu umierających wtenczas z głodu koni. Niemiecki wynalazca, Karl von Drais, w oparciu o pierwsze szkice sprzed 400 lat skonstruował dwukołowy przyrząd bez pedałów. I to właśnie był prototyp dzisiejszego roweru.

ścieżki rowerowe w Europie
Prototyp roweru autorstwa Karla von Draisa

Od tego czasu coś bardzo silnie pobudza tę naszą potrzebę mechanicznej niezależności… Może to uczucie sprytu, które zdobywamy, wsiadając na dwa kółka w mieście? Może poczucie wolności na polnej drodze chwilę przed burzą? A może inspiracja Lance’em Armstrongiem, którego serce jest podobno o jedną trzecią większe od standardowego? Czymkolwiek byłoby to, co daje nam wiatr między szprychy – rower motywuje, zmienia świat i jednoczy.

Pomimo tych oczywistych korzyści poruszania się na rowerze zdecydowana większość podróży wewnątrz miast nadal odbywa się za pomocą samochodów. Potencjalne wypadki, brak przyjaznej cyklistom infrastruktury oraz obawy o deszcz i mróz powstrzymują wiele osób od wskoczenia na dwa koła. Rowerową stolicą Europy pozostaje oczywiście Holandia, gdzie z ponad 16 milionów mieszkańców aż 99,1% jest dumnymi posiadaczami tych jednośladów. Do pozostałych 1% być może dotarły zza granicy słowa krytyki premiera Waszczykowskiego i postanowili się szybko pozbyć tych hańbiących pojazdów… Inne argumenty przeciwko w zasadzie ciężko znaleźć. Przy tak dużej popularności rowerów w tym kraju służą za pojazd przy 27% krótkich podróżach.

Krajem prawie dorównującym Holandii w statystykach, z mojego doświadczenia będącym europejską stolicą deszczu, jest Dania. Mieszkańców nie odstrasza pogoda i 80% z nich posiada jednoślady, decydując się odbyć 18% swoich podróży właśnie na rowerach.

mniej rowerów w mieście wcale nie oznacza mniej wypadków.

Niestety, na przykład w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Australii tylko 1% wypraw jest odbywanych za pomocą tych ekologicznych pojazdów. I co ciekawe, wbrew powszechnej opinii – mniej rowerów w mieście wcale nie oznacza mniej wypadków. Na każde 100 km przejechanych na rowerze w USA zdarzyło się 5,8 śmiertelnych wypadków z udziałem rowerzystów, w Wielkiej Brytanii było to 3,6. Dla porównania w rowerowych stolicach Europy wypadków jest zdecydowanie mniej: na 100 km w Holandii przypada ich 1,1, podczas gdy w Danii jest to 1,5. Wygląda na to, że cykliści na ulicach sprawiają, że pozostali uczestnicy ruchu przyzwyczają się do nowych warunków na drogach i kierowcy zaczynają jeździć ostrożniej i częściej spoglądać w prawe lusterko. Duża liczba rowerzystów na drogach również wymusza zmiany w przepisach i infrastrukturze miejskiej.

Wprowadzenie rowerów jako elementu stylu życia mieszkańców danego miasta jest w dużej mierze uzależnione od planowania urbanistycznego i infrastruktury, którą się im udostępni. Przeciętnie połowa wszystkich samochodowych podróży odbywanych w miastach europejskich nie przekracza dystansu 5 km. Przy takich statystykach planista powinien zakładać, że jazda na rowerze, transport publiczny i poruszanie się piechotą będą głównymi formami transportu oraz  próbować znaleźć sposób na stopniowe wyeliminowanie z ruchu nieefektywnych i zanieczyszczających przestrzeń miejską samochodów. A stawka, o którą gramy, jest spora. Szacuje się, że w tej chwili wszystkie nasze rowerowe wypady, zastępujące wykorzystanie samochodu, pozwalają zaoszczędzić ponad 900 milionów litrów paliwa rocznie. To ogromna liczba, jeśli chodzi o ochronę środowiska.

I owszem, mamy na świecie przykłady na to, że zarządcy miejscy wzięli wszystkie te argumenty pod uwagę, pokazując, że obywatel poruszający się pojazdem za 100 złotych jest równie ważny, jak ten w samochodzie za 100 tysięcy złotych. Jednym z takich ludzi był prezydent kolumbijskiej stolicy, Bogoty. Enrique Penalosa w 1998 roku przyczynił się do budowy ponad 300 km ścieżek rowerowych odseparowanych od głównej drogi pasem drzew. Choć martwił się, że nowe ścieżki rowerowe mogą być uznane za mało estetyczne, jego decyzja zdecydowanie przyczyniła się do rozwoju kultury rowerowej w kraju.

Piękna historia wydarzyła się również na zachodnim brzegu Irlandii. Zarządcy pary miast, Westport i Achill, zdecydowali się wybudować łączącą obie miejscowości 42-kilometrową ścieżkę rowerową – wiodącą przez pola i pagórki, poprowadzoną nad samym morzem i oddaloną od głównej drogi, co miało zapewniać niezwykłe widoki i kontakt z naturą. Problemem było jedynie to, że w planach ten rowerowy szlak miał przechodzić przez prywatne działki wrażliwych na punkcie posiadania ziemi mieszkańców. Przedstawiciele rad okolicznych miejscowości wzięli sprawy w swoje ręce. Chodzili od domu do domu, prosząc mieszkańców o zgodę na przeprowadzenie ścieżki rowerowej pod ich jabłonką przy wejściu do domu. I wiecie co? 161 właścicieli tych działek wyraziło na to zgodę. Każdy z nich dostrzegł korzyści płynące z nowej, zielonej infrastruktury. I bardzo szybko te korzyści do nich wróciły. Niektórzy z mieszkańców rzucili palenie, kupili rower i zmotywowani nową budową zupełnie zmienili dotychczasowy tryb życia. W mieście Westport powstała infrastruktura dostosowana do zwiększonego ruchu turystycznego. Przed budową ścieżki miasto to rocznie odwiedzało ponad 7 tysięcy osób. W tej chwili to ponad 100 tysięcy osób.

Rower może zmienić nie tylko lokalną gospodarkę, infrastrukturę w mieście, ale też nasz tryb życia.

Już od XV wieku wiedzieliśmy, że korzyści z poruszania się na niezależnych pojazdach, napędzanych tylko naszą siłą, jest wiele. Rower może zmienić nie tylko lokalną gospodarkę, infrastrukturę w mieście, ale też nasz tryb życia. Patrząc na mojego brata, który nawet w śnieżne zimowe dni nie schodzi z jednośladu, odpowiednio dostosowując do tego garderobę, myślę, że wszystkie argumenty przeciwko to jedynie wymówki. Spróbujmy i my. Może jednocząc się, podobnie jak mieszkańcy małych irlandzkich miasteczek, wymusimy zmianę naszych dotychczasowych przyzwyczajeń drogowych.