📻 100 ROSYJSKICH ŻOŁNIERZY przyleciało do Wenezueli. Jest obawa, że nie na wycieczkę

Wenezuela wyciąga rękę po pomoc, Moskwa grozi konsekwencjami. O przebiegu wydarzeń w Caracas piszą Andrzej Majchrzak i Agata Skrzypczyk

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu Adama Majchrzaka. Czyta Paweł Sito. 5’38”

i artykułu Agaty Skrzypczyk. Czyta Hubert Augustyniak. 11’23”

 

 

Moskwa w obronie prezydenta ze sfałszowanych wyborów.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa dwa rosyjskie samoloty wojskowe wylądowały w sobotę 23 marca 2019 w stolicy Wenezueli Caracas, przywożąc tam szefa sztabu rosyjskich wojsk lądowych, generała Wasilija Tonkoszkurowa oraz około 100 żołnierzy. Informatorem był lokalny dziennikarz.

Według internetowych portali śledzących globalną komunikację powietrzną, samoloty te – pasażerski Ił-62 i transportowy An-124 – wystartowały w piątek z podmoskiewskiego lotniska wojskowego Czkałowski i po międzylądowaniu w Syrii kontynuowały lot do Wenezueli. An-124 opuścił Caracas w niedzielę.

Rosyjscy żołnierze w przyjaznym obiektywie ich Ministertwa Obrony Narodowej.

Dziennikarz Javier Mayorca napisał w sobotę na Twitterze, że samolotem pasażerskim przyleciał generał Tonkokoszkurow, a samolot transportowy dostarczył 35 ton ładunku. 

Agencja Reutera podała, że prośby o skomentowanie tej sprawy, które skierowała do wenezuelskiego ministerstwa informacji oraz do resortów obrony i spraw zagranicznych Rosji, jak też do rzecznika Kremla, pozostają wciąż bez odpowiedzi.

Rosja jest głównym sprzymierzeńcem zmagającego się ze społeczną rewoltą i sankcjami USA prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Waszyngton uważa to za ingerowanie Moskwy w wewnętrzne sprawy regionu.

Niedzielne wydarzenia traktować można jako realizację gróźb Putina z początku marca: – Rosja zrobi wszystko, co możliwe, by zapobiec amerykańskiej interwencji wojskowej w Wenezueli – powiedziała Walentina Matwijenko, Przewodnicząca Rady Federacji (izba wyższa rosyjskiego parlamentu.) Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, że USA mogą przeprowadzić każdą prowokację prowadzącą do rozlewu krwi, aby znaleźć powód i uzasadnienie dla interwencji w Wenezueli. Ale zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić – powiedziała 3 marca 2019 Matwijenko przebywającej w Moskwie wiceprezydent Delcy Rodriguez, zastępczyni nieuznawanego już przez świat przede wszystkim za podmiotowy udział  w fałszowaniu wyborów, Prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro.

 

Wybór zbuntowanej Wenezueli

Juan Guaido, samozwańczy prezydent Wenezueli, polityk i uczestnik protestów, postanowił zwrócić się w kierunku Stanów Zjednoczonych, które w tej Boliwariańskiej Republice z pewnością widzą własne interesy. W Internecie nietrudno natknąć się na głosy oburzenia z powodu obranej przez Wenezuelczyków drogi. Część komentatorów uważa, że dają się w ten sposób wykorzystywać USA. Wiele zarzutów opiera się na aspekcie ropy, która postrzegana jest jako główny czynnik napędowy dla ingerencji Stanów Zjednoczonych.

Inni twierdzą, że Juan Guaido to zwykła marionetka. Tym samym jednak wiele osób wyraża również poparcie dla sytuacji, które godzą w interes poszkodowanych Wenezuelczyków.

W Internecie nietrudno się też natknąć na komentarze polskich internautów z wyrazami poparcia dla rosyjskich najemników, którzy przybyli do kraju ogarniętego kryzysem, by wspierać Nicolasa Maduro. Chodzi o to, by wuj Sam nie mógł robić tego, na co ma ochotę.

Demonstracja antyrządową z lutego 2019 r.

Ale czy w ogóle warto jest krytykować Wenezuelczyków, którzy w pomocy Stanów Zjednoczonych widzą promyk nadziei na odbudowę normalnej egzystencji? Może i jest w tym jakiś interes, może i dają się manipulować, tylko że czasami trzeba coś poświęcić, by zacząć normalnie żyć.

To z pewnością wymaga trochę czasu, ale już teraz można zaobserwować multum inicjatyw (głównie Amerykanów), które mają na celu niesienie pomocy Wenezuelczykom. Wiele państw zaczęło gromadzić dość duże sumy pieniędzy, które systematycznie rosną i będą przeznaczone na odbudowę kraju. Z bardziej doraźnych środków uwzględnić można pomoc humanitarną z USA, która oczekiwała na możliwość wjazdu do Wenezueli. Niestety próba dostarczenia potrzebnych materiałów zakończyła się ich ostrzelaniem przez armię. Wydarzenia te miały miejsce na wenezuelsko-kolumbijskiej granicy. Wielu ludzi chciało pomóc w przejeździe konwoju, lecz skończyło się to dla nich fizycznymi ranami. Wśród rannych znaleźli się nawet zagraniczni dziennikarze.

Organizacja pomocy humanitarnej nie jest łatwa. Początkowo Juan Guaido twierdził, że nie przyjmie żadnej pomocy z rąk USA. Kilka dni później zmienił jednak zdanie, za co również mocno mu się oberwało. Wiele wskazuje na to, że pierwotne odrzucenie amerykańskiej pomocy wiązało się z silnymi naciskami i oskarżeniami o uleganiu wpływom USA.

fot. Commongt/Pixabay.com

USA są najpotężniejszym państwem w obu Amerykach, więc w praktyce mogą tu najwięcej zdziałać. Nie powinno to zatem dziwić, ponieważ takie działanie jest bardzo pragmatyczne. Nawet jeśli ktoś zarzuca, że wcześniej ci sami Amerykanie nakładali sankcje na Wenezuelę, to może warto zastanowić się, za co i na kim miały one wywrzeć nacisk. Niestety ignorancja wspomnianych komentujących osób nie zna granic, ale chyba mit ten zburzy najbardziej dobitny cytat wyśpiewany przez Wenezuelczyków.

NIE JESTEŚMY TRUMPEM, NIE JESTEŚMY PUTINEM. JESTEŚMY ZJEDNOCZONYMI LUDŹMI, KTÓRZY ZBUNTOWALI SIĘ PRZECIW OPRESJI

– tak Tomasz Surdel na Twitterze zrelacjonował śpiew Wenezuelczyków na ulicach Caracas w ostatnich dniach.

 

Dyżurnym specjalistom z Internetu (światowego) vel niepożytecznym putinowskim trolom:

Wenezuelczycy są świadomi tego, co się dzieje, a politykę międzynarodową traktują z należytym dystansem. Jest ona tylko środkiem, który pozwoli na poprawę warunków bytowych. Zatem jakie znaczenie mają interesy polityków i biznesmenów, kiedy innej drogi po prostu nie ma?

Ocenianie ludzi przez pryzmat polityki jest obrazem złudnym i niepełnym, który nie oddaje przesłania cierpiących ludzi. Czasami warto zignorować zdanie wielkich i chwilę zastanowić się nad tym, co rzeczywiście przyniesie dobro tym malutkim. Łatwo jest krytykować, siedząc po drugiej stronie oceanu, ale może zamiast tego lepiej byłoby pokazać, że w każdym miejscu na świecie są osoby, które chcą okazać wsparcie. Jak można zauważyć nacisków w Wenezueli jest już dość dużo. Po co dokładać kolejne? Ropa ropą, ale nie zapominajmy o zwykłych ludziach.

Przypomnijmy…

NA NASTĘPNEJ STRONIE ->
Ludzie stamtąd mówią, korespondencja Agaty Skrzypczyk, koresponcentki REO w Ameryce Południowej
1
2