A. Ancygier: Półprawdy i mity prof. Strupczewskiego o Energiewende


Nie po raz pierwszy, i zapewne nie po raz ostatni, ProfesorStrupczewski mija się z prawdą pisząc o niemieckiej transformacjienergetycznej. W swoim komentarzu z 14 marca dla serwisu BiznesAlert.pl napisał,jak to Energiewende doprowadziła do ubóstwa energetycznego w Niemczech, wzrostubezrobocia i ogromnych kosztów. Dla poparcia swych twierdzeń wykorzystałwypowiedzi niemieckich polityków i – w dosyć manipulacyjny sposób – raportMcKinseya.

Oskarżenia, że transformacja energetyczna powoduje ubóstwoenergetyczne w Niemczech profesor Strupczewski uzasadnia cytatami z artykułuzamieszczonego przez portal internetowy T-online. W artykule cytowana jestposłanka lewicowej, wspierającej rozwój OZE, partii “Die Linke”, EvaBulling-Schröter, która stwierdza tam, że: „ubóstwo energetyczne w Niemczech tocicha katastrofa dla milionów ludzi, szczególnie w czasie zimnych i ciemnychmiesięcy zimowych”.

Ubóstwo energetyczne,a niemiecka transformacja energetyczna

Czary-mary i u profesora Strupczewskiego czytamy, żeposłanka stwierdziła, że: „Pozbawianie prądu „setek tysięcy dzieci, osóbstarych i chorych”, by budować kolejne wiatraki to świadectwo, że „rządniemiecki nie chce widzieć ubóstwa energetycznego” jakie szerzy się wNiemczech. Owszem, artykuł w T-online mówi o ubóstwie energetycznym, ale anisłowem nie wspomina o jego związku z transformacją energetyczną. Nic dziwnego.Związek pomiędzy ubóstwem energetycznym, a transformacją energetyczną jestbowiem dosyć luźny”.

W oryginalnym artykule posłanka apeluje jedynie o ustawowyzakaz wyłączania prądu dla pewnych grup osób takich jak dzieci czy osobystarsze, ani słowem nie wspominając o wiatrakach. Manipulując cytatami profesorStrupczewski wykorzystał stwierdzenia posłanki, żeby udowodnić własną tezę. Tojest niezbyt naukowe podejście, panie profesorze.

Ceny energii elektrycznej w Niemczech faktycznie są wysokie,jednak profesor Strupczewski pomija fakt, że od 5 lat pozostają na prawieniezmienionym poziomie. Podczas gdy opłata na rozwój odnawialnych źródełenergii w tym czasie zwiększyła się o 1,5 eurocenta za kilowatogodzinę, tokoszty produkcji energii spadły o ponad 2 eurocenty za kWh między innymi dziękifotowoltaice, która dostarcza energię wtedy, kiedy te ceny w przeszłości byłynajwyższe. Tak więc poniesione koszty można traktować nie jako wyrzucone wbłoto, lecz jako sensowne inwestycje.

Oczywiście, tak jak zauważa profesor, opłata OZE może nawetnieco wzrosnąć w przyszłości, co wynika z faktu, że system wsparcia gwarantujestałe ceny przez 20 lat dla osób, które zainwestowały w źródła energiiodnawialnych. W związku z tym konsumenci są zmuszeni pokrywać koszty wysokichcen gwarantowanych z pierwszej dekady tego wieku jeszcze przez jeszcze kilkalat.

Dzięki inicjatywie Niemiec, Danii i innych krajów ruszyłyznaczące inwestycje w odnawialne źródła energii, wzrosła skala ich produkcji,zebrano doświadczenia, przyspieszył postęp technologiczny i w rezultacieniszowa dotąd technologia stała się technologią dominującą wśród nowychinstalacji w takich krajach jak Chiny, a jej koszty spadły w wielu miejscachponiżej kosztów energii konwencjonalnych. Tylko w ostatnich 7 latach cenypaneli fotowoltaicznych spadły o 70%. W roku 2015 energia wiatrowa i słonecznadostarczyły na świecie prawie 5% energii elektrycznej. To są globalne skutkitransformacji energetycznej, które ignoruje profesor Strupczewski.

Dzięki inicjatywie Niemiec, Danii i innych krajów ruszyły znaczące inwestycje w OZE, wzrosła skala ich produkcji, zebrano doświadczenia, przyspieszył postęp technologiczny i w rezultacie niszowa dotąd technologia stała się technologią dominującą wśród nowych instalacji w takich krajach jak Chiny, a jej koszty spadły w wielu miejscach poniżej kosztów energii konwencjonalnych

Ignoruje on też wzmiankę z tego samego artykułu o tym, że 44000 niemieckich konsumentów zostało odłączonych od sieci gazowej z powoduniezapłaconych rachunków. I to pomimo spadających cen gazu i braku zmian w tymsektorze. Ubóstwo energetyczne w Niemczech istnieje – podobnie jak w wieluinnych krajach, jednak jest ono głównie objawem problemu narastającychnierówności ekonomicznych.

Warto też zauważyć, że łatwo przychodzi nam krytykowanieubóstwa energetycznego w Niemczech, podczas gdy w Polsce odsetek dotkniętychnim osób jest ponad dwukrotnie większy. Częstotliwość awarii i długość przerw wdostawie prądu są też w Polsce nieporównywalnie większym problemem niż wNiemczech – wskaźniki SAIDI i SAIFI są w Polsce o rząd wielkości gorsze niż wNiemczech. Podobnie jest z parametrami prądu, takimi jak napięcie czyczęstotliwości.

Aż prosi się o zadedykowanie profesorowi Strupczewskiemucytatu z Biblii (Łuk. 6:42): „Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, żeusunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz?Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąćdrzazgę z oka swego brata”.

Skutki gospodarcze

Profesor Strupczewski równie wybiórczo potraktował studiumMcKinseya, być może nie tyle z powodu złej woli, ale ze względu na oparcie siętylko na lekturze głównych punktów raportu, nie całości. Przykładem jest tutajspadek ilości miejsc pracy w sektorze przemysłu energochłonnego, np.chemicznym. W raporcie jednak, w przeciwieństwie do artykułu profesora,wskazano, że od połowy 2013 roku liczba zatrudnionych w tych sektorach rosła –i to pomimo istotnego wzrostu cen energii w latach 2012-2013. Spadek nastąpiłdopiero w roku 2016 i wyniósł 15 000 osób z 1,65 miliona zatrudnionych – 0,91%.Czy przyczyną tego była transformacja energetyczna? Bynajmniej. Przemysłyenergochłonne nie są obciążone opłatą OZE, ponadto głównym kosztem dlaprzemysłu chemicznego jest zakup gazu ziemnego, nie elektryczności.

Prawdą jest, że liczba zatrudnionych w sektorze OZE lekkospada, jednak wynika to ze znacznego wzrostu ilości tych miejsc pracy w okresieboomu fotowoltaiki w latach 2009-2012, kiedy to obniżenie wysokości stałychtaryf nie nadążało za spadkiem kosztów OZE. Jednak profesor Strupczewski niezauważa, że Niemcy wchodzą w kolejną fazę transformacji energetycznej,prowadzącej do powstawania nowych miejsc pracy w takich sektorach jak magazynowanieenergii czy inteligentne zarządzanie popytem. Jednocześnie należy zauważyć, żez racji tańszej siły roboczej i możliwości szybkiego rozwoju tej gałęziprzemysłu, wiele innych krajów przejęło znaczną część tego rynku. Zamiast na tonarzekać, Polska powinna dostrzec w tym dla siebie okazję. Obecnie w sektorzeOZE pracuje ponad 8,1 miliona osób na całym świecie.

Niemcy wchodzą w kolejną fazę transformacji energetycznej, prowadzącej do powstawania nowych miejsc pracy w takich sektorach jak magazynowanie energii czy inteligentne zarządzanie popytem

Autor komentarza podaje również sumę 63 miliardów euro, jako”koszty łączne energii elektrycznej w Niemczech uzyskiwanej w tokutransformacji energetycznej”. Suma ta pada w raporcie McKinseya, jednakzawarte są w tym również koszty rozwoju sieci, produkcji energii ze źródełkonwencjonalnych oraz kogeneracji, które “w sposób bezpośredni albopośredni są związane z transformacją energetyczną”. Wrzucanie tego doworka z napisem „koszty OZE” może świadczyć tylko albo o braku wiedzy profesora(co podaje w wątpliwość jego kompetencje eksperckie) albo uczciwość (co w ogóleskreśla go jako obiektywne źródło informacji).

Emisje dwutlenkuwęgla

Ekspert w dziedzinie energii nuklearnej, taki jak profesorStrupczewski, zapewne dobrze wie, że powolny spadek emisji w Niemczech wynikaprzede wszystkim z faktu, że energia odnawialna zastępuje przede wszystkimwyłączane elektrownie atomowe. Gdyby poziom wytwarzania energii z atomu byłutrzymywany i źródła OZE zastępowały elektrownie na paliwa kopalne, spadekemisji byłby bardzo szybki. Mimo to emisje dwutlenku węgla spadły w roku 2016 okolejne 5 milionów ton w porównaniu do roku poprzedniego, o 26% poniżej poziomuz roku 1990, i to wbrew niekorzystnym warunkom pogodowym i rekordowemu eksportowienergii elektrycznej.

To czy warto było wyłączać najpierw elektrownie atomowe,zamiast elektrowni węglowych jest pytaniem bardziej etycznym niż ekonomicznym:Czy należy walczyć przede wszystkim ze zmianami klimatu, biorąc pod uwagęryzyko katastrofy nuklearnej czy odwrotnie? Niemcy uznali, że najpierw chcąszybko odejść od atomu. W tej sytuacji emisje spadają niestety znacznie wolniejniż można by oczekiwać biorąc pod uwagę szybki rozwój źródeł energiiodnawialnych.

Konkluzji brak…

Profesor Strupczewski dał się poznać, jako zwolennik energiiatomowej. Jednak w jego komentarzu nie ma o tym ani słowa. Profesor w ogóle nieodnosi się do jakichkolwiek alternatyw. O ile można było wcześniej wyjaśnićjego zagorzały opór wobec energii odnawialnej promocją energii atomowej, tokrytyka w oparciu o niepełne albo zmanipulowane źródła, bez sugerowaniaalternatywnych rozwiązań, zastanawia. Oczywiście, że podobnie jak Polska,Niemcy mogłyby dalej subsydiować górnictwo przyczyniając się do globalnegoocieplenia i zanieczyszczania powietrza oraz ryzykować katastrofę nuklearnąpodobną do tych, które już wielokrotnie miały miejsce w przeszłości.Zdecydowały się jednak na alternatywną opcję.

Można się również nie zgadzać z niemieckim rządem, jeżelichodzi o konkretne decyzje, na przykład opodatkowanie opłaty OZE (znaczna częśćz tych dopłat ląduje w budżecie państwa) czy też opodatkowanie energii zesłońca, które powoduje, że osoby konsumujące własną energię zmuszone są ponosićdodatkowe koszty. Jednak manipulowanie cytatami i posługiwanie się półprawdaminie zaprowadzi nas daleko.

Oczywiście budowa zupełnie nowego systemu energetycznego wjakimś stopniu musi się wiązać z eksperymentowaniem i testowaniem rozwiązań,rozwijaniem jednych, a wycofywaniem z innych. Podczas gdy ceny energiiodnawialnych spadły znacznie szybciej niż oczekiwano, okazało się, że innekraje nie zasypiały gruszek w popiele i stanowią konkurencję dla niemieckiegoprzemysłu. Szkoda, że na liście firm rozwijających technologie czystej energiinie ma wielu firm z Polski, ale sami na własne życzenie dusimy ten rynek icoraz bardziej pozycjonujemy się, jako ci, którzy będą musieli kupowaćtechnologie zza granicy. Wypowiedzi takie jak profesora Strupczewskiegoprzyczyniają się do tego, że na polu nowej rewolucji technologicznej zostajemyskansenem, – bo w to, że zostaniemy liderem technologii jądrowych, nikt chybanie wierzy.

 

Dr Andrzej Ancygier jest pracownikiem naukowym w ClimateAnalytics jak również wykładowcą w berlińskim oddziale UniwersytetuNowojorskiego (NYUB) i na Freie Universität (FUBiS).


fot. Pixabay

Pierwotnie tekst ukazał się w serwisie ZiemianaRozdrozu.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here