📻 GAZ: miał płynąć ze wschodu na zachód. I tak rozumieć trzeba Jałtę. Energetyczna wojna wywiadów.

Czyta się jak Ludluma!

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



Przedstawiamy fragmenty 6 rozdziału, właśnie wydanej przez wyd. Arbitror, książki komentatora energetycznego REO, Piotra Maciążka pt. 
Stawka większa niż gaz. Ukryta wojna o niepodległość Polski.

CAŁOŚĆ TEGO FASCYNUJĄCEGO ROZDZIAŁU TYLKO W WYDANIU KSIĄŻKOWYM.



Energetyka nie tylko stanowi współcześnie podstawowy fundament niepodległości państwa, lecz także określa w znacznym stopniu jego potęgę. Nieskrępowany dostęp do energii oznacza swobodę prowadzenie swojej polityki zagranicznej poprzez niwelowanie zewnętrznych nacisków. Z kolei tani prąd przekłada się na konkurencyjny przemysł. W takiej optyce nie powinien dziwić fakt, że energetyką zainteresowane są służby specjalne. W wypadku Polski szczególnie istotna jest działalność wywiadu rosyjskiego. Nie tylko zbiera on informacje o najważniejszych projektach energetycznych, próbuje wpływać na ich realizację, lecz także stara się kształtować korzystne dla Rosji narracje medialne po to, by zabezpieczyć interesy firm powiązanych z Kremlem (…). Działalność obcego wywiadu jest bardzo trudna do opisania, ponieważ służby specjalne działają w cieniu, starając się nie zwracać na siebie uwagi polityków i społeczeństwa. Zatem z jakich materiałów korzystałem, pisząc ten rozdział? Przede wszystkim z jawnych raportów kontrwywiadów krajów Europy Środkowej oraz doniesień prasowych.

Jednym z najbardziej newralgicznych obszarów polskiej gospodarki, który znajduje się w centrum zainteresowania rosyjskich służb, jest sektor gazowy. Nasz kraj nadal pozostaje mocno uzależniony od dostaw realizowanych przez Gazprom i podejmuje działania zmierzające do zmiany tej sytuacji poprzez rozbudowę terminalu LNG oraz budowę gazociągu Baltic Pipe. Obie inwestycje powinny umożliwić na dużą skalę import gazu z kierunków nierosyjskich. (…)

Zanim przejdę do konkretnych przykładów pokazujących, jak służby specjalne Rosji ingerują w obszar bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju, chciałbym krótko pokazać, że ślad ich działań odnajdziemy w niemal każdym kluczowym przedsięwzięciu koncernów powiązanych z Kremlem. Modelowym tego przykładem mogłaby być sylwetka szefa Rosnieftu, Igora Sieczina, pojawiła się ona na łamach książki Stawka większa niż gaz, zapraszam do lektury. Tymczasem sięgnę po inną, być może nawet bardziej wymowną postać.
Nie-znajomy Putina albo długi język Ludmiły Putin
Matthias Warnig urodził się w 1955 roku w Altdöbern w NRD. W 1981 roku ukończył studia w Wyższej Szkole Ekonomii w Berlinie Wschodnim. Od roku 1990 był zaangażowany w działalność Dresdner Bank Group, jednego z najważniejszych niemieckich banków. Został koordynatorem wspomnianej instytucji na Federację Rosyjską. W latach 2006–2016 Warnig był dyrektorem zarządzającym spółki Nord Stream AG, która doprowadziła do powstania gazociągu Nord Stream, a w 2015 roku został szefem spółki Nord Stream 2 AG realizującej projekt Nord Stream 2. Od roku 2011 był również członkiem Rady Dyrektorów Rosnieftu, a trzy lata później jej szefem. To oficjalne dane z biogramu Warniga, jednak tak naprawdę jego życiorys skrywa niejedną tajemnicę.

Warnig był pracownikiem owianej złą sławą NRD-owskiej Stasi. Jego teczka osobowa wskazuje, że współpracę podjął w 1974 roku przybrał kolejno pseudonimy „Ekonomista” oraz „Arthur”. Miał opinię niezwykle skutecznego – otrzymał w ciągu swojej kariery liczne odznaczenia. Warnig zajmował się rozpracowywaniem kwestii powiązanych z bezpieczeństwem energetycznym Niemiec Zachodnich. Właśnie wtedy miał poznać przyszłego prezydenta Rosji, Władimira Putina, który jako oficer KGB został oddelegowany do Drezna. W tym momencie kariera Warniga nabrała rozpędu. Trafił do Rosji jako koordynator Dresdner Bank Group, a po odejściu ze wspomnianej instytucji zaczął otrzymywać posady w najważniejszy rosyjskich spółkach takich jak: Rosnieft, Transnieft, banku VTB, firmach Rusal, Nord Stream AG, a w końcu Nord Stream 2 AG.

Oczywiście Warnig stara się tuszować niejawną część swojej biografii. Jego prawnik Dirk Wald Dunn stwierdza: Mój klient jako oficer bezpieczeństwa dawnej NRD […] nie miał żadnego kontaktu z Panem Putinem przed 1991 roku (czy to w Dreźnie, czy gdzie indziej) i nie uczestniczył w spotkaniach z Panem Putinem podczas służby w Stasi. Prawdą jest, że pierwsze osobiste spotkanie pana Warniga z Panem Putinem odbyło się w październiku 1991 roku, kiedy mój klient w charakterze przedstawiciela Dresdner Bank wystąpił z wnioskiem o zezwolenie na otwarcie oddziału banku w Sankt Petersburgu, gdzie Pan Putin jako zastępca burmistrza, był odpowiedzialny za tego rodzaju decyzje. Tyle tylko, że próba ukrycia znajomości Putina i Warniga z okresu pracy obu z nich w służbach specjalnych nie do końca się udała. Irena Pietsch, znająca się z Ludmiłą Putin, przywołuje w swojej książce Bliska przyjaźń słowa małżonki obecnego prezydenta Rosji, że znajomość z Warnigami była spowodowana pracą w podobnych instytucjach.

Do największych zasług Warniga oferującego swe usługi Putinowi należy opracowanie szczegółów nacjonalizacji należącego do uwięzionego Michaiła Chodorkowskiego giganta naftowego Jukos przez państwowy Rosnieft oraz finalizacja budowy kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream. Sprawa najbardziej znanego obok byłego kanclerza Niemiec, Gerharda Schrödera, Niemca u boku Władimira Putina pokazuje, jak służby specjalne Rosji wpływają na politykę energetyczną Europy Środkowej, w tym pośrednio także Polski. Można się jedynie domyślać, jakich środków używał Warnig, by osiągać stawiane przed nim cele. Zapewne wykorzystywał przy tym swoje dawne kontakty oraz agentów zwerbowanych w czasach NRD. Aby przyjrzeć się od kuchni działaniom szpiegowskim osób takich jak Warnig, odnieśmy się do konkretnych przykładów naświetlonych w ostatnich latach przez media.

Sz jak szpieg
Stanisław Sz. (Polak) został w 2014 roku zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Miał 31 lat, z zawodu był prawnikiem i posiadał obywatelstwa polskie i rosyjskie (przy czym zataił przed swoimi pracodawcami fakt posiadania drugiego z nich).

Stanisław Sz. był współpracownikiem rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Uwiarygadniał swoje rzeczywiste działanie pracą w kancelarii prawnej oraz pisaniem pracy doktorskiej o polskim i rosyjskim rynku gazu. Ubiegał się także o staż w istniejącym jeszcze wtedy Ministerstwie Gospodarki. Informacje pozyskiwał przy okazji uczestniczenia w konferencjach, szkoleniach, brał też udział w posiedzeniach sejmowej komisji energetyki. W grudniu 2017 roku Sąd Apelacyjny skazał go na 7 lat więzienia.

Dowody musiały być mocne, ponieważ udowodnić komuś szpiegostwo jest bardzo trudno. Zwykle jest to możliwe, gdy łapie się poddaną obserwacji osobę na gorącym uczynku bądź znajduje się należące do niej systemy łączności, które przekazała jej służba specjalna do utrzymywania kontaktu i przekazywania informacji. Nowoczesna działalność agenturalna opiera się na trudnych do wykrycia spotkaniach podczas branżowych konferencji czy szkoleń, gdzie agenci są zadaniowani. Przekazywanie informacji często ma charakter analiz bądź raportów opłacanych poprzez najzwyklejszą umowę-zlecenie zawartą przez agenta z jedną z działających na rynku firm, które służby tworzą w celu rozliczania się ze swoimi współpracownikami.

W aktywności Stanisława Sz. główną rolę odgrywało pozyskiwanie informacji na temat polskiego rynku gazowego, w tym terminalu LNG w Świnoujściu. Jak informował w uzasadnieniu wyroku Sąd Apelacyjny: Uzyskiwał on informacje i naprowadzenia osobowe, w tym w zakresie uzyskania dostępu do niejawnego aż do 2018 roku raportu NIK [dotyczącego zawarcia aneksu do kontraktu jamalskiego z Gazpromem]. […] [Stanisław Sz.] pozyskał dwa źródła osobowe za obietnicę korzyści majątkowej, które wykorzystywał do działań aktywnych. Przekazał też oficerowi GRU charakterystykę jednego z tych źródeł […], dokonał rozpoznania polskich dziennikarzy i ekspertów, z branży energetycznej. Sporządził też opracowanie zawierające ich charakterystyki pod kątem ich podatności na wpływy rosyjskie i możliwości wykorzystania w rosyjskich kampaniach informacyjnych dotyczących energetyki, a następnie podjął działania dotyczące promowania rosyjskiego punktu widzenia w sektorze energetyki, oferując odpłatność za takie publikacje.

Wspomniane w uzasadnieniu Sądu Apelacyjnego zainteresowanie raportem NIK w sprawie aneksu do kontraktu jamalskiego z Gazpromem z 2010 roku zasługuje na szczególną uwagę. To na mocy tej umowy do roku 2022 Polska otrzymuje od Rosji co roku ponad 9 mld m sześc. gazu.

Patronem medialnym Książki jest REO

Jak to z cenami za gaz z Jamału było
Media krytykowały formułę aneksu z 2010 roku, która de facto uniemożliwiła w kolejnych latach skuteczną renegocjację ceny rosyjskiego gazu dostarczanego do Polski, w tym jej powiązanie z cenami ropy w momencie, gdy w Europie punktem odniesienia były wartości z giełd surowcowych. Komentatorzy zwracali także uwagę, że zapis take or pay (bierz lub płać), który nakłada na Polskę obowiązek kupna określonego wolumenu gazu, nawet jeśli nie ma na niego zapotrzebowania, a także długość aneksowanego w 2010 roku kontraktu, są bardzo niekorzystne.

Tyle tylko, że nasz kraj w momencie podpisywania tego dokumentu miał słabo rozwinięty rynek gazu, a możliwości dywersyfikacyjne praktycznie nie istniały, co przekładało się na niekorzystną pozycję PGNiG negocjującego aneks do kontraktu jamalskiego z Gazpromem.

Dużo bardziej celne były zarzuty mediów o skandalicznym umorzeniu 1 mld zł, które Polsce był winny Gazprom, a także setek milionów zysków z działalności EuRoPol Gazu (przez to pobieramy tylko nieco ponad 20 mln zł za tranzyt przez Gazociąg Jamalski) w zamian za przedłużenie rosyjskich dostaw gazu w roku 2020.  (…)

Nasz kolega z facebooka
Innym ujawnionym przez media przykładem działań rosyjskiego wywiadu wymierzonych w polski sektor gazowy był przykład Marka W. – wieloletniego pracownika polskich resortów związanych z gospodarką, a w momencie zatrzymania przez ABW w 2018 roku Ministerstwa Energii, w którym był starszym specjalistą ds. prawnych. Według doniesień medialnych Marek W. został zatrzymany w związku z zabezpieczeniem kontrwywiadowczym Baltic Pipe. Mężczyzna miał się spotykać z oficerami rosyjskich służb i przekazywać im informacje dotyczące działań oraz zamierzeń polskiego rządu w odniesieniu do projektu Nord Stream 2.

Marek W. zdobywał wiedzę poprzez swoje kontakty z politykami, dziennikarzami i ekspertami. Wykorzystywał do tego celu swoje stanowisko, ale także media społecznościowe. Na portalu Facebook założył zamkniętą grupę dyskusyjną, do której zapraszał wytypowane przez siebie osoby. W jej ramach toczyły się dyskusje, często opierające się na branżowych plotkach. Marek W. korzystał także z prywatnej komunikacji w obrębie Facebooka, gdy chciał porozmawiać z kimś spoza grupy dyskusyjnej liczącej ponad 600 osób. Wśród nich byli ministrowie, wiceministrowie, sekretarze stanu, posłowie, europosłowie, pracownicy najważniejszych spółek, dziennikarze itd.

Media społecznościowe coraz częściej stają się polem działalności wywiadów. Z jednej strony chodzi o szeroko rozumiane operacje wpływu, których zadaniem jest wykreowanie sprecyzowanych opinii wśród użytkowników, często poprzez zastosowanie dezinformacji, z drugiej strony prowadzona jest tam normalna działalność wywiadowcza, tyle że w formie cyfrowej. W mediach społecznościowych zakładane są więc konta fikcyjnych ekspertów lub dziennikarzy, którzy budują odpowiednie narracje, a także nawiązują relacje z ludźmi mogącymi posiadać informacje pożądane z perspektywy wywiadu. O tym, że takie działania w odniesieniu do strategicznych projektów takich jak terminal LNG w Świnoujściu czy gazociąg Baltic Pipe mogą być równie skuteczne jak klasyczna działalność Stanisława Sz. czy Marka W., świadczy prowokacja dziennikarska, której byłem współautorem.

Piotr Niewiechowicz, czyli Nie Wiech, Nie Maciążek. Nikt.
W 2018 roku wraz z Jakubem Wiechem stworzyliśmy postać eksperta ds. energetyki amerykańskiego pochodzenia – Piotra Niewiechowicza. Środki, jakimi dysponowaliśmy, były banalne – utworzyliśmy konto w serwisie społecznościowym Twitter oraz adres e-mail. Po pięciu miesiącach działalności Niewiechowicz dorobił się ponad stu osób, które obserwowały jego wpisy i wchodziły z nim w interakcję (w większości politycy i eksperci związani z energetyką), opublikował nierzetelny tekst na temat Baltic Pipe w wiodącym, poczytnym serwisie ekonomicznym, a jedna z partii opozycyjnych zleciła mu napisanie ekspertyzy na jej potrzeby. To pokazało, że minimalnymi nakładami można narzucać polskiej kadrze menadżerskiej narrację dotyczącą strategicznego projektu energetycznego, uzyskując łatwy dostęp do mediów specjalistycznych, a także w pewnym sensie współkreować politykę państwa. Nie to jednak w wypadku Niewiechowicza było najgorsze.

W trakcie działalności naszego eksperta zainicjował z nim kontakt urzędnik z zespołu pełnomocnika rządu ds. infrastruktury krytycznej Piotra Naimskiego i zaczął przekazywać informacje wrażliwe o projekcie Baltic Pipe. Chodziło o ocenę szans na realizację inwestycji w terminie, co jest absolutnie kluczowe ze względu na jej napięty harmonogram. W tej sytuacji każdy procent ma znaczenie, ponieważ jakiekolwiek opóźnienie może narazić polski przemysł na niedobory gazu ziemnego. Rozmówca Niewiechowicza określił tymczasem szanse na terminową operacyjność gazociągu w 2022 roku jako spore, ale z dość istotnym marginesem ryzyka.

Wisienką na torcie był opis scenariusza, w którym Baltic Pipe nie powstaje na czas. Według członka zespołu Naimskiego taka sytuacja nie musi oznaczać negocjacji z Rosją, ponieważ będzie można importować gaz do Polski  przez Mallnow (to połączenie z Niemcami). De facto przyznał więc, że plan B na wypadek problemów z terminowym oddaniem nowego gazociągu nie istnieje i ogranicza się do odbioru gazu głównie z sieci niemieckiej, do której przy granicy z Polską ze względów na bliskość geograficzną są wtłaczane olbrzymie ilości surowca z Nord Stream (a niebawem także z Nord Stream 2). Słowa te w zasadzie osłabiają więc wieloletnią walkę władz w Warszawie z kolejnymi wcieleniami Gazociągu Północnego.

Większość tez, które pojawiły się w korespondencji Niewiechowicza z członkiem zespołu Naimskiego, sam minister uznał publicznie za nieistotne. Żadne dane wrażliwe nie zostały przekazane – stwierdził w mediach. W moim przekonaniu jest odwrotnie – kluczowy urzędnik z własnej inicjatywy przekazywał fikcyjnemu ekspertowi dane, które, jeśli zostałyby upublicznione, mogłyby zaszkodzić realizacji Baltic Pipe. Moją i Jakuba Wiecha intencją nie było i nie jest ich upublicznienie dla dobra państwa, chcieliśmy jedynie pokazać skalę prowizorki w odniesieniu do zabezpieczenia strategicznych inwestycji. Osiągnęliśmy swój cel tylko częściowo, ponieważ nie udało się przekonać oficjeli do potrzeby stworzenia efektywniejszych zabezpieczeń.

Przykład wykreowania Niewiechowicza pokazał, że obce wywiady takie jak rosyjski, dysponujące ludźmi i środkami finansowymi, mogą skutecznie pozyskiwać informacje na temat strategicznych inwestycji energetycznych realizowanych przez Polskę. I zapewne do takich sytuacji dochodzi, biorąc pod uwagę ich niemal nieograniczone możliwości w odniesieniu do środków, jakie zaangażowaliśmy w wykreowanie fikcyjnego eksperta.

Wracając do tematu aktywności rosyjskich szpiegów w polskim sektorze energetycznym, należy podkreślić, że ich spektakularne zatrzymania przez ABW w świetle kamer zdarzają się niezwykle rzadko. O wiele bardziej opłacalne dla służby jest obserwowanie podejrzanej osoby i rozpracowywanie jej kierunków zainteresowań czy kontaktów, które podejmuje z ludźmi w swoim otoczeniu. Dlatego o większości przypadków dotyczących szpiegostwa w obszarze polskiej energetyki po prostu się nie dowiemy. Sytuacje takie jak zatrzymanie Stanisława Sz. i Marka W. wiążą się najczęściej z niezwykłą szkodliwością ich aktywności (wtedy zapada decyzja o zatrzymaniu), powodami politycznymi (potrzebne jest wysłanie „sygnału”, że na pewne działania Polska nie będzie przymykała oczu) lub po prostu jest to warunkowane potrzebą pochwalenia się przez służbę w mediach, że jest ona aktywna, gdy dosięga ją krytyka.

Nie ma raportu. Od 2014 roku! Zarobiony jest.
Obraz działalności rosyjskich szpiegów w Polsce (z uwzględnieniem sektora energetycznego) zaciemnia dodatkowo obecna polityka ABW. Od 2014 roku służba nie publikuje corocznego – a co najważniejsze – jawnego raportu ze swoich działań, w którym opisywane są główne zagrożenia dla państwa w kontekście działań obcych wywiadów. Mimo to warto przytoczyć kilka tez z ostatniej edycji tego dokumentu, choć od jego publikacji minęło już sporo czasu.

ABW informowało w swoim raporcie rocznym z 2014 roku, że: rosyjskie służby pierwszy raz [od zimnej wojny] na tak dużą skalę podjęły działania o charakterze konsolidacyjnym w odniesieniu do środowisk prorosyjskich w Polsce. Dokument podkreśla, że służby rosyjskie realizowały także działania o charakterze lobbingowym na rzecz podmiotów z Rosji funkcjonujących na polskim rynku. Warto zaznaczyć, że publikacja raportu przez ABW zbiegła się w czasie z próbą przejęcia polskiej chemii przez Acron, której apogeum przypadło na rok 2012, ale sporo działań Rosjanie podejmowali także w roku 2013. Na uwagę zasługuje także fragment dokumentu polskiej służby mówiący o zaangażowania kapitału rosyjskiego, związanego z branżą naftową, w zupełnie inną działalność – deweloperską. Pozwoliło to na zatrudnianie osób typowanych wcześniej do współpracy. Raport roczny ABW podkreślał również znaczenie działań Rosji „na szczeblu europejskim, których celem było storpedowanie możliwości wydobycia gazu z łupków”, co jest istotne w kontekście Polski.

Z licencją na numer specjalny
Na szczególną uwagę zasługuje wątek chemiczny poruszony w raporcie ABW za rok 2014. Jednym z elementów działań szefa Acronu, Wiaczesława Kantora, zmierzających do przejęcia Azotów Tarnów, była szeroko zakrojona operacja z pogranicza lobbingu i świata służb. Chodzi o postać Leonida Swiridowa, dziennikarza agencji RIA Novosti, którego ABW oskarżyła o szpiegostwo i zażądała jego usunięcia z terytorium Polski, co doszło do skutku. Co ciekawe, Swiridow wcześniej jako korespondent w Pradze także otrzymał nakaz opuszczenia terytorium Czech z podobnych powodów. Miał współuczestniczyć w promowaniu interesów Acronu w Polsce, w tym organizacji wyjazdów do Rosji polskich dziennikarzy zajmujących się sprawą próby przejęcia polskich Azotów Tarnów przez rosyjską spółkę. Co ciekawe, wszczęcie procedury usunięcia Swiridowa z Polski zbiegło się w czasie z wydaleniem kilku rosyjskich dyplomatów, których polskie władze uznały za przedstawicieli GRU. Swiridow to nie jedyny trop, poprzez który można łączyć interesy Wiaczesława Kantora z rosyjskimi służbami. Raport roczny litewskiego kontrwywiadu VSD za rok 2017 poświęca tej korelacji nieco uwagi, wskazując na wieloletnie partnerstwo biznesowe szefa Acronu z Ramūnasem Karbauskisem, przewodniczącym Litewskiego Związku Zielonych i Rolników. Karbauskis miał dysponować specjalnym numerem do rosyjskiego ministerstwa rolnictwa, za którego pomocą kontaktował się z Kantorem.

Jak więc widać, rosyjskie służby próbowały aktywnie wpływać na kluczowe segmenty polskiej gospodarki w celu umocnienia interesów Rosji w regionie. To bardzo istotne dla zrozumienia opisywanego w tej książce zjawiska – pomimo upływu ponad dwóch dekad od uzyskania niepodległości Polska pozostaje pod bardzo wieloma względami elementem rosyjskiej energetycznej strefy wpływów. Jak już wspomniałem, ponieważ ABW zaprzestała publikacji nowych raportów rocznych, zmuszeni jesteśmy sięgnąć po inne źródła, by zrozumieć, jak dużym zagrożeniem jest rosyjski wywiad dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego. W tym celu można się posiłkować branżowymi publikacjami lub opracowaniami wydawanymi przez kontrwywiady państw środkowoeuropejskich. Są to kraje zmagające się z podobnymi problemami co Polska.

Panowie Politycy, pomóżcie Mamusi!
Na szczególną uwagę zasługuje w kontekście działalności wspomnianego już Stanisława Sz. oraz jego aktywności w sejmowej komisji energii sam budynek Sejmu. To jedno z miejsc, które powinno znajdować się pod szczególną kontrolą kontrwywiadowczą, jednak ze względu na swoją polityczną specyfikę doskonale nadaje się do pozyskiwania informacji przez obce wywiady. Branżowy portal Osluzbach.pl podaje dwa interesujące przykłady takich działań, które chciałbym tu przytoczyć.

Młoda, bardzo atrakcyjna kobieta ze wschodu walczyła dzielnie o pozytywną interpretację przepisów tak, aby jej matka, która także przyjechała do Polski, mogła wykonywać swój zawód na podstawie dyplomu wyższej uczelni, wystawionego w kraju byłego ZSRR. Była przy tym niezwykle przekonująca, bardzo wrażliwa i delikatna, ale także towarzyska i zagubiona w wielkim świecie. Posłowie chętnie deklarowali jej pomoc, a jeszcze chętniej spędzali z nią czas. Zwierzali się, opowiadali o swoich problemach tak prywatnych, jak i zawodowych. Matki nigdy nikt nie widział. Natomiast minęły trzy długie lata, a nasza bohaterka, wciąż z tą samą legendą, niezmiennie przesiadywała w Sejmie. Wprawdzie coraz rzadziej wspominała o problemie mamy, ale coraz częściej była świadkiem ważnych politycznie knowań… Zniknęła w pewnym momencie tak samo, jak niespodziewanie się pojawiła – pisze autor publikacji, Maciej Sankowski, płynnie przechodząc do drugiego przykładu.

Stawiam wszystkim! Gotówką!
Energiczny, zawsze roześmiany, nieco rubaszny szef Bardzo Ważnej Fundacji, namawiający posłów do zaangażowania w pomoc i zdynamizowanie wymiany handlowej z jednym z państw Bliskiego Wschodu. Najlepiej za pośrednictwem naszego wschodniego sąsiada, w którego kulturze, sztuce i krajobrazach był rozkochany. Wiarygodność jego wyznań wzmacniała obecność nielichej urody towarzyszek, które zwykle towarzyszyły mu w parlamentarnych spotkaniach. Ów dżentelmen, zawsze skory do biesiady, nigdy nie regulował należności kartą, natomiast chętnie obnosił się ze sporą ilością gotówki poupychaną po licznych kieszeniach. Co ciekawe, zwykle bywał znużony wieczorową porą, nie dotrzymywał kroku swoim towarzyszom i oddalał się na spoczynek do wynajmowanego nieopodal sejmu mieszkania. Natomiast jego kompanki, ulegając czarowi parlamentarzystów, wybierały ich towarzystwo i ośmielone nieobecnością szefa, dawały upust swojemu zamiłowaniu do muzyki, zabawy i szczerych, otwartych rozmów. Cóż, nigdy nie doszło do żadnego wydarzenia o charakterze biznesowym, nie udało się zorganizować wizyt ani wymiany podstawowych informacji handlowych, ale i nikt w tej sprawie nie naciskał. Szef Bardzo Ważnej Fundacji był lubiany tym bardziej, im większa była jego skłonność do regulowania rachunków za spożyte dobra. On także zniknął pewnego dnia bez uprzedzenia. Choć w tym akurat przypadku Pan J. rozpłynął się po tym, jak oficerowie kontrwywiadu zaczęli interesować się jego aktywnościami i źródłem pochodzenia pieniędzy – konkluduje autor tekstu.

Oba przypadki są symptomatyczne i wskazują na duże zainteresowanie Rosji kluczowymi kwestiami związanymi z bezpieczeństwem Polski. Zapewne przy okazji takich rozmów z posłami obie z opisywanych osób pozyskały sporo wrażliwych informacji o kluczowych projektach energetycznych. Wskazywałby na to kierunek zainteresowań rosyjskich służb opisywanych przez publikacje kontrwywiadów państw Europy Środkowej, a także liczba oficerów wywiadu operujących w regionie. Nie można oczywiście precyzyjnie określić, jak wielu jest w Polsce i krajach ościennych aktywnych nielegałów (oficerów z przybraną tożsamością bez immunitetu dyplomatycznego), ale można spróbować określić skalę zaangażowania rosyjskiego wywiadu w obrębie przedstawicielstw dyplomatycznych (oficerów udających dyplomatów i posługujących się immunitetem, operujących z rezydentury zlokalizowanej w ambasadzie).

O tym, że Rosjanie wracają do praktyk zimnowojennych, najlepiej świadczy liczba personelu dyplomatycznego. W newralgicznych krajach to dziesiątki ludzi. Papierkiem lakmusowym aktywności wywiadu Federacji Rosyjskiej w Europie Środkowej może być próba zamordowania byłego oficera GRU Siergieja Skripala, który przeszedł na stronę brytyjskiego MI6, a w 2018 roku został otruty w angielskim Salisbury. O akcję oskarżono Rosjan, a w ramach solidarności z Wielką Brytanią większość europejskich państw wydaliła oficerów rosyjskiego wywiadu pod przykryciem dyplomatycznym. W Polsce były to cztery osoby, w Czechach i na Litwie trzy, po jednym w Estonii, Łotwie, Rumunii i na Węgrzech. To sporo, mimo że wspomniane kraje zapewne celowo minimalizowały swoje posunięcia dyplomatyczne, aby nadmiernie nie drażnić Rosji. Dla porównania Wielka Brytania usunęła 23 [sic!] osoby. (…)

Atomowa pułapka
Na uwagę zasługuje także fragment z nowszego raportu VSD za rok 2017. Podkreśla on znaczenie działań rosyjskiego wywiadu zmierzających do storpedowania procesu wychodzenia państw bałtyckich z energetycznej strefy wpływów Rosji. Chodzi o synchronizację parametrów systemów elektroenergetycznych Litwy, Łotwy i Estonii z Europą kontynentalną.

Istotnym elementem rosyjskiej aktywności w regionie państw bałtyckich były próby zdominowania rynku energii oraz obstrukcji procesu jego integracji z systemem energetycznym Europy Zachodniej. Razem z rosyjską korporacją Rosatom Białoruś przyspieszyła budowę elektrowni atomowej, nie spełniając międzynarodowych standardów bezpieczeństwa. Mimo starań Rosji nie udało się wpłynąć na proces decyzyjny dotyczący synchronizacji systemów przesyłu energii elektrycznej państw bałtyckich z systemami zachodnioeuropejskimi. Ponieważ białoruska zależność od Rosji wzrasta, jest w związku z tym poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Litwy – pisze VSD.

Przytoczone fragmenty w pełni ukazują polityczny kontekst eksportowych inwestycji rosyjskich, które zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu Polski. Zdaniem raportu VSD Rosatom posiada de facto nieograniczone możliwości prowadzenia polityki informacyjnej na terenie UE i stanowi ważny element działalności wywiadu rosyjskiego ze względu na swoje nasycenie oficerami na tzw. etatach niejawnych. Litewski kontrwywiad zaznacza przy tym, że takie etaty znacznie przekraczają stany osobowe z lat poprzednich.

Działania Rosatomu są wdrażane także na obszarze Polski. W 2016 roku spółka prowadziła aktywny lobbing na Forum Ekonomicznym w Krynicy, co skutkowało wywiadem wysokiej rangi menadżera rosyjskiego koncernu dla Polskiej Agencji Prasowej. Dmitrij Suchanow – bo o nim mowa – przekonywał, że: Rosatom nie wyklucza wzięcia udziału w polskim przetargu na budowę elektrowni jądrowej, jeśli taki przetarg zostanie rozpisany. Dodał również, że Polska mogłaby zyskać na imporcie energii elektrycznej z elektrowni jądrowej w obwodzie kaliningradzkim. Gdyby Rosatom, podążając za wywodem Suchanowa, zdecydował się wziąć udział w przetargu na budowę polskiej elektrowni atomowej, to byłoby to niezwykle kłopotliwe dla polskich władz. Jednym z najistotniejszych kryteriów przetargów jest cena, a Rosjanie mogliby się posunąć do działań na granicy dumpingu. Z taką sytuacją musiał się zresztą zmierzyć rząd w Pradze przy okazji rozbudowy elektrowni w Temelinie. W takim scenariuszu Rosatom wystartowałby w przetargu w ramach konsorcjum z jedną z polskich firm.

Bułgaria: gaz jądrowy
Interesy Rosatomu i rosyjskiego wywiadu splotły się zresztą z polskim projektem budowy elektrowni atomowej dużo wcześniej. Realizująca tę strategiczną inwestycję spółka PGE EJ1 wynajęła w 2013 roku australijską firmę WorleyParsons do wykonania badań środowiskowych. Kontrakt został zerwany już po roku, generując opóźnienie polskiego atomu. Rzeczpospolita donosiła, że miesiąc przed tym wydarzeniem Portal WikiLeaks ujawnił depesze amerykańskiej ambasady w Bułgarii, gdzie WorleyParsons także uczestniczyło w budowie siłowni atomowej. Dokumenty opisywały bardzo bliskie biznesowe i osobiste relacje menadżerów WorleyParsons z biznesmenem Bogomiłem Manczewem, określanym w depeszach jako jeden z ojców bułgarskiej mafii energetycznej i uznawanym za związanego z Rosją. Zdaniem Rzeczpospolitej to właśnie te znajomości mogły spowodować opóźnienie budowy bułgarskiej elektrowni atomowej Belene. Tezę tę może uwiarygadniać także to, że ówczesne władze w Sofii coraz cieplej zaczęły się wypowiadać o projekcie rosyjskiego rurociągu, który przez Morze Czarne miał dostarczać do Bułgarii tani gaz. Chodzi o projekt South Stream, za którym miał lobbować Manczew, stawiając go w opozycji do Belene. O sile wielowektorowych rosyjskich działań obliczonych na wiele lat do przodu niech świadczy najlepiej to, że mimo oficjalnego fiaska South Stream koncepcja ta powróciła w roku 2018 w bułgarskim dyskursie politycznym pod nazwą Bulgarian Stream.

Na działania rosyjskiego wywiadu uderzające w środkowoeuropejskie, a więc także polskie, bezpieczeństwo energetyczne bardzo mocno zwraca uwagę także kontrwywiad estoński. KAPO (Kaitsepolitsei) w raporcie za rok 2016 stwierdza że: Rosyjskie agencje wywiadowcze nadal szpiegują przeciwko Estonii. Także służby bezpieczeństwa Republiki Czeskiej, Niemiec, Szwecji i innych krajów europejskich odnotowały [podobnie jak KAPO] zwiększoną intensywność rosyjskich operacji wywiadowczych. Rosjanie działają pod ochroną immunitetu dyplomatycznego, pod fałszywymi tożsamościami biznesmenów, dziennikarzy, badaczy, delegacji i organizacji pozarządowych. W ostatnich latach łotewskie, litewskie i polskie kontrwywiady ujawniły szereg agentów rekrutowanych przez rosyjskie służby specjalne.

Estonia to bardzo istotny kraj ze względu na połączenie energetyczne z Finlandią, które domyka tzw. Baltic Ring – sieć połączeń europejskich, które zapewniają bezpieczeństwo regionom Europy Środkowo-Wschodniej i Europy Północnej. Na terytorium estońskim powstaje także dużo instalacji LNG, co w przyszłości może zagrozić interesom Gazpromu i innych rosyjskich spółek (np. Novatekowi).

Zabezpieczyć nasze interesy
Działania rosyjskich służb specjalnych, jak już pisałem, mają jasne cele – zebrać informacje o polskich (bądź regionalnych) projektach energetycznych, wykorzystać je do spowolnienia bądź wykolejenia inwestycji, zabezpieczyć rynek zbytu dla firm powiązanych z Kremlem. Mam nadzieję, że ten rozdział choć w pewnym stopniu pomógł zrozumieć, z jak wielkim wyzwaniem muszą się mierzyć Polska i jej służby, by zabezpieczyć swoje interesy energetyczne. Tymczasem, jak już wielokrotnie podkreślałem, energia to niepodległość. Definiuje ona samowystarczalność państwa i jego bezpieczeństwo, odporność na naciski zewnętrzne, a także konkurencję. Skutecznie prowadzona polityka energetyczna jest warunkiem koniecznym rozwoju Polski, która po ponad dwóch dekadach od odzyskania niepodległości powinna systematycznie i skutecznie niwelować sowieckie wpływy w sektorach naftowym, gazowym, elektroenergetycznym, jądrowym oraz chemicznym.

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.