📻 WIZJA GODNA KONONOWICZA: nie było niczego, ale przeżyliśmy! Jak?…

Analogowe życie przez 1/365 roku (balijskiego)

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 8’47”

WSZYSTKO ZGASŁO! Zaciemnione szpitale włączyły agregaty

WE CZWARTEK NA WYSPIE BALI (INDONEZJA) ROZPOCZĄŁ SIĘ NOWY ROK 1941. TO NAJBARDZIEJ NIESPOTYKANE NA ŚWIECIE OBCHODY JAKIEJKOLWIEK WSPÓLNEJ DLA CAŁEGO SPOŁECZEŃSTWA  UROCZYSTOŚCI. WE ŚRODĘ OPUBLIKOWALIŚMY (OSTATNI W TAMTEJSZYM 1940 ROKU) TEKST JACKA KACZYŃSKIEGO O ZASADACH, NA JAKICH PRZEBIEGA TA ANTYFIESTA. ARTYKUŁ SPOTKAŁ SIĘ Z NIEZWYKŁYM ZAINTERESOWANIEM OSÓB CZYTAJĄCYCH REO. PROSILIŚCIE NAS O OPIS POST FACTUM. I OTO JEST!

TYM, KTÓRZY NIE CZYTALI ARTYKUŁU JACKA PROPONUJEMY BY NAJPIERW ZERKNĘLI NA „1941” PISANY PRZEZ NIEGO Z POZYCJI A PRIORI (RODZINA KACZYŃSKICH ZAMIESZKAŁA NA BALI KILKANAŚCIE TYGODNI TEMU). O TYM, JAK WYGLĄDA ŻYCIE BEZ PRĄDU, MUZYKI, GŁOŚNYCH ROZMÓW, MEDIÓW ELEKTRONICZNYCH TYM RAZEM PISZE NAM NIE GŁOWA, A SZYJA RODZINY – DOROTA WAWRYNIUK-KACZYŃSKA.

Tego potwora konstruowano przez kilka tygodni

Zaczęło się 6 tygodni temu. Na każdym rogu i na każdej ulicy zaczęły pojawiać się druciane konstrukcje. Potem przeplatano je paskami bambusa i z drutów zaczęły wyłaniać się jakieś kształty. Obserwowaliśmy, jak z dnia na dzień z niewyraźnych form tworzy się postać. Powyginane, w dziwnych pozach, jakby w powietrzu zatrzymane, w jakimś skoku czy w trakcie walki… Każdego dnia grupy dorosłych i dzieciaków majsterkowały coś przy postaciach, aż w końcu każde z tych stworów miało wytrzeszczone oczy, jęzor do pasa, szpony do kolan albo jakieś smocze skrzydła. Były straszne! Ale takie właśnie miały być.

Demony. Im bardziej przerażające dziwolągi, tym lepiej. Wygięte w jakichś konwulsjach, z ciałem Frankensteina, ziejące ogniem, porywające dzieci, dzięwięciogłowe albo rzygające małymi potworami. Na ile pomysłowości małych społeczności balijskich starczy, tym ciekawszy i bardziej przerażający jest demon Ogoh-ogoh. Balijczycy wierzą w hinduistyczne bóstwa równie mocno, jak w złe demony. Codziennie w swoich rytuałach składają ofiary demonom, aby je ułaskawiać i trzymać od siebie z daleka. To konstruowanie wielkich postaci na kilka tygodni przed Nowym Balijskim Rokiem, też ma znaczenie. Ostatniego dnia starego roku zaczyna się fiesta i każda z ulic, staje do wielkiego konkursu Ogoh-ogoh. Odbywają się parady, pokazy. Ulicami Bali suną pochody, na platformach przesuwają się postaci demonów, a tłum ciągnie za nimi jak w pierwszomajowym pochodzie. Na koniec demony trafiają przed lokalne, można by powiedzieć, dzielnicowe jury. Wtedy tę straszność trzeba jeszcze wybronić, demona trzeba ożywić. Dwudziestu chłopa porusza platformą w wyćwiczonej wcześniej choreografii, na prawo, na lewo, obraca demonem w kółko. Do tego recytator wczuwa się w rolę, pohukuje, wykrzykuje i przeraża. W ciemności oświetlenie laserowe sprawia, że oczy potwora błyszczą wściekle na zielono.

Po ogłoszeniu wyników konkursu demony można w końcu rytualnie spalić, aby podkreślić zwycięstwo dobra nad złem. Sześciotygodniowa praca idzie z dymem. Potem następuje już tylko cisza. Zaczyna się Nyepi.

Te wielkie nogi w myśl zasady „las rośnie wolno, płonie szybko”, mimo półtora miesiąca przygotowań, po konkursowym werdykcie poszły z dymem. I co z tego zostanie? Duchowe oczyszczenie. Być może także – protokół zniszczenia.

Wyspa zamiera. Nie działa kompletnie nic: sklepy, banki, bankomaty, jakakolwiek komunikacja czy usługa. Zamknięte jest lotnisko i każdy port. Nie można pracować. Nie można chodzić po ulicach. Nie ma internetu. Nie działają telefony. Wszyscy muszą zostać w domach. Nie można głośno rozmawiać i pod żadnym pozorem nie wolno włączać światła. Cała wyspa musi być wygaszona.

Nyepi to pierwszy dzień Nowego Roku, według kalendarza balijskiego 1941. Tym razem był to 7 marca, bo tutaj Nowy Rok nie ma stałej daty. Wypada w marcu, w nowiu księżyca, aby było jak najciemniej na niebie.

I straszno i śmieszno… (to drugie wyłącznie dla przyjezdnych)

Balijczycy wierzą, że pierwszego dnia nowego roku nad światem przelatują demony – te, których postaci dzień wcześniej symbolicznie spalono. Tym razem są to duchy prawdziwe, złe i przerażające.

Wyspa robi wszystko, aby pokazać, że nie ma tu nic ciekawego, nie ma potencjału dla demonów do działania. Jak zobaczą, że nie ma nikogo na ulicy, jest cisza, ciemno tu i nudno, to polecą dalej. Dzięki temu kolejny rok będzie szczęśliwy.

Okazało się, że rodziny bądź grupy znajomych po ciemku i bez większości „zdobyczy cywilizacji” nie nudzą się i nie czekają z utęsknieniem na przywrócenie netu i telefonów, lecz wreszcie mają szansę na rozmowę, bliskość, chwile innego życia, w dawnym, analogowym, stylu.

Dziwne to święto. Przeżyliśmy nasze pierwsze Nyepi na Bali. Cisza wyspy tego dnia poraża. Jedyne, co czasem słychać, to szepczący patrol pilnujący porządku na ulicy. A wieczorem jest tak ciemno i cicho, jakbyśmy wylądowali gdzieś na dziko pod namiotem w Bieszczadach. Siedzieliśmy przy świeczkach i słyszeliśmy odgłos każdego spadającego liścia. Mówiliśmy szeptem i liczyliśmy, że zobaczymy piękne gwieździste niebo. Niby był to trochę przymusowy areszt domowy i poprzez brak internetu człowiek naprawdę czuł się odizolowany. Ale to świetny czas rodzinny. Dzieci nie mogły grać w grę online, ani obejrzeć czegoś na YouTubie. Nikt nam nie zawracał głowy na Messengerze. Mieliśmy cały dzień i wieczór dla siebie. Z filmem, książką, dobrym jedzeniem. I w sumie to naprawdę było fajne święto.

W dzień ciszy Balijczycy oddają się kontemplacji i medytacji. Nie wolno im się nawet śmiać. Mają pozostać w ciszy w domach, aby przemyśleć swoje dokonania, zrobić rachunek sumienia i ewentualnie postanowić, jak zmienić swoje życie w nowym roku. Turyści, bądź inne osoby, które przyjechały na Bali, nie muszą oczywiście przeżywać tego dnia w taki sposób, jednak zakazy państwowe dotyczą wszystkich, bez wyjątku.

Kolejnego dnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wrócił internet, kasa do bankomatów i skutery na ulice.

A demony? Z pewnością odleciały. Jak co roku, poleciały gdzieś dalej szukać swoich ofiar. Niesamowite jest jednak to, że mimo turystycznego raju, wielkich pieniędzy, które hotele, biura podróży inwestują na Bali w turystykę, tego jednego dnia, na 24 godziny każdy z Hyatów, Mariottów czy innych wypasionych, wielce cywilizowanych resortów bez szemrania dostosowuje się do reguł Nyepi i zamyka swoich gości w pokojach hotelowych.

A samo Bali? Nie ma problemów, aby w XXI wieku powiedzieć całemu światu: – Sorry, dziś samoloty nie lądują, bo przestrzeń powietrzna zajęta jest przez złe duchy.


REO POLECA

📻 A MOŻE rzucić wszystko i wyjechać na Bali?