📻 Justyn Depo: Postaw na zielone

Odetnij się od czarnej energii.

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 



Ten artykuł nadesłał do nas świadomy konsument prądu i ciepła, który wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, a jednocześnie płaci mniejsze rachunki. 
Justyn Depo jest też prosumentem – zainwestował w pompę ciepła, które wytwarza samodzielnie na własne potrzeby. Fotowoltaikę ma w planach. Ale zanim zamontuje panele słoneczne, już dzisiaj kupuje wyłącznie energię pochodzącą ze źródeł odnawialnych.

Artykuł informacyjny. Nie namawiam. Chociaż właściwie, czemu nie?

Według polskich przepisów firmy energetyczne muszą mieć w swojej ofercie do 20% zielonej energii (w tym roku 18%, w przyszłym 19%  przyp.red.). Jeśli wytwarzają jej mniej, muszą kupować świadectwa pochodzenia od innych producentów od tych, którzy mają jej w nadmiarze. 

Polskie władze od lat wspierają węgiel jako paliwo w elektrowniach i utrudniają, a momentami wręcz uniemożliwiają, rozwój alternatywnych źródeł. Jednocześnie wszyscy narzekamy na smog i martwimy się o zmianę klimatu. Ale nie jest też tak, że nie możemy nic zrobić.

Zmieniając dostawcę energii, możemy zaoszczędzić parę złotych, ale także kupić prąd z certyfikatem zieloności, co oznacza, że dostawca gwarantuje, że 100% zużywanej przez nas energii pochodzi z alternatywnych źródeł.

Nie, to nie żart.

Korzystają z tej możliwości firmy, które chcą się wyróżnić dbałością o środowisko. Na przykład Ikea – wszystkie sklepy, magazyny i fabryki szwedzkiej firmy w Polsce są w 100% zasilane prądem z farm wiatrowych, które kupiła. Czyli sytuacja jest 1:1. 

Ja, kupując prąd z zielonym certyfikatem, zmniejszam zużycie czarnego, bo kupuję zieloną energię wytworzoną w dowolnym ze źródeł OZE w Polsce. Nie ma znaczenia, jaki prąd dociera do gniazdka. Posiadając zielony certyfikat wiem, że finansuję źródło zielone.

Sam korzystam z dostaw z firmy Fortum, potężnego koncernu energetycznego z Finlandii. W stosunku do poprzedniego dostawcy oszczędzam 30%. I mam certyfikat 100% OZE. Moim zdaniem, rynek oczyścił się z tzw. handlarzy energią. Zostali poważni gracze, którzy nie tylko sprzedają, ale i produkują prąd. I do nich należy Fortum.

 

Fiński koncern, od dawna obecny w Polsce, dotychczas koncentrował się na segmencie biznesowym. Od niedawna jest bardzo aktywny na rynku odbiorców indywidualnych, czyli gospodarstw domowych.

Sama procedura zmiany sprzedawcy prądu trwa około miesiąca, więc może warto rozważyć?

Wystarczy:
a) dokonać analizy swego czasu aktywności energetycznej – to każdy we własnym zakresie;
b) spojrzeć na rachunek za rok przeszły, gdzie dostawca podaje, ile prądu zużyliśmy w ciągu roku;
c) skorzystać z kalkulatora energii na stronie Urzędu Regulacji Energetyki.

Kalkulator wykonuje za nas pracę umysłową, szeregując dostawców od najtańszego do najdroższego oraz pokaże, ile zaoszczędzimy w stosunku do obecnej taryfy. W kalkulatorze możemy porównać też ceny w zależności od rodzaju taryfy. Dla odbiorców indywidualnych, nazywanych w energetyce gospodarstwami domowymi, jest do wyboru kilka taryf z literką G w nazwie.

Do wyboru mamy taryfy:
G11 – jedna cena przez całą dobę;
G12 – dwie ceny, w skrócie dzienna i nocna (w godzinach 22-06, 13-15 płacimy taniej, w pozostałych godzinach więcej);
G12W – podobna do G12, z tym że cena prądu jest niższa także w weekendy: od piątku od 22 do poniedziałku do 6 rano.

I to jest podstawa do decyzji o wyborze dostawcy energii na bazie analizy dobowego i tygodniowego zużycia. Jeśli ktoś może na przykład nastawić pranie na noc, suszenie na noc, zmywanie na noc, a jego główne aktywności to weekend, wówczas najlepsza jest G12W. Tak jest u mnie i jestem zadowolony. Analizując ostatnie faktury, już z licznikiem dwustrefowym, widzę, że mam dwa razy większe zużycie w taryfie niskiej. I dzięki temu niższe rachunki.

Po wyborze dostawcy zlecamy mu wszelkie związane z tym formalności, łącznie z wymianą licznika.

Na cenę prądu mamy wpływ, na opłatę za dystrybucję prawie żaden. Polska jest podzielona na pięć obszarów dystrybucyjnych i większość z nas jest przypisana do dystrybutora. Ale dostawcę prądu, czyli tzw. spółkę obrotu, możemy wybrać niezależnie od lokalizacji. Dzięki temu rachunek za prąd będzie niższy. Przyglądałem się wielu sprzedawcom prądu i nie polecam takich, którzy nie zajmują się wytwarzaniem.

I nie, Fortum nie płaci mi za ciepłe słowa. 

Każdy taki pojedynczy krok wymusza na firmach zakup energii ze źródeł alternatywnych, ergo wymusza pozytywną zmianę na rynku. Może my sami mniej odczujemy skutki zmiany klimatu, na pewno odczują je nasze dzieci, wnuki.

Dodam jeszcze, że będąc zielonym, w nowym domu zrobiłem porządne ocieplenie ścian i zainstalowałem gruntową pompę ciepła oraz ogrzewanie podłogowe. Koszty inicjalne nas nie powaliły, sama inwestycja zwróci się dosyć szybko. Dom jest ustawiony wschód- południe- zachód, wiec w zimie dodatkowo docieplany słońcem.

Wbrew obawom w lecie, mimo nasłonecznienia i dużych okien o wysokiej klasie energooszczędności, jest chłodnawo. W przyszłości zainstaluję panele fotowoltaiczne. (Kiedy możliwe będzie dofinansowanie, bo na razie marnie to wygląda).

📻 Jesteś prosumentem, tylko jeszcze o tym nie wiesz

Zrezygnowaliśmy z kominka, dostawcy smogu. Komin służy do wentylacji, powieszenia anteny oraz wystawienia strażaka dla zabawy. Ptaki na nim siadają, ku naszej radości, jeżdżąc na strażaku jak na karuzeli. 😉

Wiem, niektórzy powiedzą: ale inni palą węglem, odpadami, ropą i czym popadnie, więc twój krok nic nie znaczy.

Znaczy i będę tego bronił. Bo zmiany trzeba zacząć od siebie, od swego otoczenia.

Jak Fortum dla mnie i innych będzie kupował zieloną energię, to nie będzie kupował węglowej. Na pohybel jej. Quod erat demonstrandum.


Justyn Aureliusz Depo