AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.


Nowoczesność była, jest i zawsze będzie. Banalne? Cóż począć, kiedy tak właśnie jest. W każdym czasie i w każdym wieku są ludzie bardziej otwarci na to, co nowe oraz ludzie, którzy bezpieczniej czują się z tym, co jest i co było. Wolą poczekać aż nowinki przetestują inni, których nierzadko przestrzegają przed ich zgubnym wpływem. Bywa też, że potępiają w czambuł wszelakich innowatorów. Jednak postępu powstrzymać się nie da. Ani technologicznego, ani obyczajowego. Ani moralnego.

Kiedy bohater Konopielki zamienił sierp na kosę okrzyknięto go obrazoburcą. Matka Pawlaka z Samych swoich mówiła: – Żeby tej elektryki nie było, to byłabym już całkiem spokojna. Dzisiaj zastanawiamy się, jak myśmy mogli żyć bez smartfonów i bez internetu. Żartobliwie mówi się, że należy podzielić dzieje na epokę BG –before Google, parafrazując inny ważny podział: na czasy BC – before Christ.

Zmiany zachodzą zbyt wolno dla jednych, a zarazem zbyt szybko dla drugich. Kwestia zniesienia niewolnictwa wywołała wojnę secesyjną. A dzisiaj chyba nikt nie uznałby przeciwników abolicjonizmu za wzorzec moralności. Poszliśmy daleko dalej, uczłowieczając zwierzęta. Choć w większości potępiamy kłusowników, to weganizm i sprzeciw wobec myślistwa wciąż uznawany jest za wywrotową fanaberię. Sto lat temu Coco Channel ścięła włosy i zrzuciła gorset, a jeszcze przez wiele lat fryzurę na chłopaka uważano (celowały w tym starsze osoby) za uwłaczającą przyzwoitości kobiety.

Dlatego to nie technologia jest dla mnie wyznacznikiem nowoczesności. Nowoczesność to otwartość. Otwartość na świat, na drugiego człowieka, na nowe idee, na nową wiedzę, a nawet na nową moralność. Co oczywiście nie oznacza, że należy bezkrytycznie łykać jak pelikan każdą pojawiającą się nowinkę. Chodzi raczej o permanentny stan gotowości do weryfikacji własnych przekonań. O odwagę do przyznania się, że nie wiem, że byłam w błędzie, że mam wątpliwości.

Zgodnie z teorią poznania nie można dowiedzieć się niczego nowego, nie przyznając się do własnej niewiedzy. Dopiero nie wiem otwiera umysł na nowe informacje. Dlatego sokratejskie wiem, że nic nie wiem przyprawia mnie o dreszcze i jest dla mnie najwyższym osiągalnym stanem umysłu. Umysłu wątpiącego, poszukującego. Lewitującego w stanie przedokrywczego napięcia, którego tak brakuje w naszej zantagonizowanej rzeczywistości.

Czasem zazdroszczę ludziom o raz na zawsze ugruntowanych przekonaniach. Ale zaraz potem przypominam sobie radę, której udzielił mechanik samochodowy Tom Hanks naukowczyni Meg Ryan (pomóżcie ustalić tytuł filmu): – Question everything. Wątp. Kwestionuj. Błądź. A więc pytam, wątpię, błądzę. I łudzę się, że w tym szaleństwie jest metoda. Że jestem nowoczesna.