Ustawa odległościowa działa…

09.02.2017

Ustawa odległościowa działa zgodnie z prawdziwymi założeniami jej twórców – całkowicie wstrzymała rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Do odpowiednich urzędów nie wpłynął żaden nowy wniosek o pozwolenie na budowę nowego wiatraka.

 

Od wejścia w życie ustawy 15 lipca 2016 r., organem administracji, właściwym w sprawach elektrowni wiatrowych i związanych z nimi robót budowlanych jest wojewoda. W ramach utrudnienia życia potencjalnym inwestorom zdjęto bowiem te obowiązki ze starostów i przeniesiono na administrację rządową. Zapytaliśmy zatem urzędy wojewódzkie, ile do grudnia ub.r. otrzymały nowych wniosków o pozwolenie na budowę nowej elektrowni wiatrowej. W piętnastu przypadkach odpowiedź brzmiała „żadnego”. Szesnasty urząd – opolski – nie odpowiedział na nasze pytanie, ale wydaje się nie mieć to większego znaczenia. Widać doskonale, że czarne prognozy spełniły się co do joty. Rozwój energetyki wiatrowej w Polsce został definitywnie wstrzymany.

 

Zgodnie z ostatnimi danymi URE, opartymi na wydanych koncesjach, w Polsce są dokładnie 1193 wiatraki o mocy zainstalowanej 5807 MW. Być może uruchomione zostaną jeszcze jakieś instalacje, które w momencie wejścia w życie ustawy były w na tyle zaawansowanym stadium, że inwestorzy podjęli jeszcze próbę dostosowania ich do nowych przepisów o minimalnych odległościach. Jeżeli już, to będą to jednak wielkości mało znaczące.

 

Nie jest jednak wykluczone, że rząd będzie chciał jeszcze bardziej pognębić całą branżę. Ustawa odległościowa wprowadziła nowe zasady opodatkowania wiatraków podatkiem od nieruchomości, który trafia do kas gmin. Dotychczas płaciło się go od wartości tzw. części budowlanej, czyli fundamentu i wieży. Nowe przepisy przewidują opodatkowanie turbiny wiatrowej w całości, co teoretycznie oznacza wzrost podatku, ale z drugiej strony – są niejednoznaczne. Inwestorzy, widząc w perspektywie możliwość wzrostu obciążeń podatkowych, zwracają się do wójtów o indywidualne interpretacje. A te bywają diametralnie różne. Z części wynika, że podatek można płacić „po staremu”, a z części – że trzeba „po nowemu”. Ministerstwo Finansów, które mogłoby teoretycznie wydać powszechnie obowiązującą interpretację przepisów, jakoś do tego się nie pali. Interpretacje, niekorzystne dla właścicieli farm z pewnością zostaną zaskarżone do sądów administracyjnych, ale wyroki być może będą tu miały drugorzędne znaczenie. Z punktu widzenia rządu, walczącego z wiatrakami na wszelkie sposoby, otwarcie nowego pola konfliktu i skłócenie, gdzie się tylko da gmin z inwestorami, to tylko i wyłącznie korzyść. Będzie można opowiadać, że wiatraki nie tylko szkodzą, ale też ich właściciele uchylają się od płacenia podatków w odpowiedniej wysokości.

 

Ustawa odległościowa, przez niektórych – trafniej – nazywana antywiatrakową, miała na celu uregulowanie kwestii lokalizacji elektrowni wiatrowych i „ochronę mieszkańców”. Autorzy projektu przekonywali, że ustawa nie ograniczy rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce i jej celem wcale nie są zmiany prawno-podatkowe. Prawda jest jednak taka, że nowe przepisy nie dają inwestorom szansy na znalezienie odpowiednich lokalizacji dla nowych projektów, a niejasna sytuacja podatkowa już działających farm wiatrowych dodatkowo zniechęca biznes do naszego kraju. Jeśli rząd sądzi, że w ten sposób zniechęci tylko inwestorów z branży OZE, może się mocno przeliczyć.



Wojciech Krzyczkowski / REO.pl
fot. Pixabay

Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.