Morskie wiatraki bez subsydiów - już na horyzoncie

20.04.2017

W połowie przyszłej dekady przynajmniej część nowo powstających wiatraków na morzu nie powinna już potrzebować do funkcjonowania subsydiów. Takie przynajmniej wnioski płyną z wyników pierwszej niemieckiej aukcji dla offshore. Trzy spośród czterech zwycięskich projektów określiły bowiem zadowalający je poziom wsparcia na zero.

Aukcję wygrały duński państwowy koncern DONG z projektami trzech farm oraz niemiecka firma energetyczna EnBW z jedną farmą. Przy czym DONG dla planowanych farm OWP West oraz Borkum Riffgrund West 2 (po 240 MW) zgłosił w przetargu poziom wsparcia równy zero. Dla trzeciej swojej farmy Gode Wind 3 (110 MW) zwycięska oferta DONG-a opiewa na 60 euro za MWh. EnBW zerowego wsparcia zażądało dla swojego 900 MW projektu He Dreiht.

Wszystkie te projekty mają ruszyć dopiero w połowie przyszłej dekady. Takie, a nie inne wyniki aukcji oznaczają, ze inwestorzy spodziewają się, że za ok. 8 lat technologia offshore będzie już w pełni konkurencyjna i poradzi sobie na rynku bez subsydiów. Pewnego zaskoczenia rozstrzygnięciami nie krył niemiecki urząd regulacyjny BNetzA, który aukcje zorganizował. Według niego, zwycięskie oferty były na poziomie „znacznie poniżej spodziewanego”. Aukcja odblokowała średnio- i długoterminowy potencjał redukcji kosztów offshore – ocenił szef niemieckiego regulatora Jochen Homann, dodając jednak, że z ostatecznym potwierdzeniem konkurencyjności morskich wiatraków trzeba zaczekać do rozstrzygnięcia następnej aukcji. By sprawdzić, czy oferty są równie niskie – wyjaśnił.

Rachunek nieco zakłóca fakt, że w ofertach na aukcji nie brano pod uwagę jednego z droższych elementów, a mianowicie połączenia z siecią na lądzie. Uwzględniano jedynie koszty budowy lokalnej sieci, łączącej wiatraki z początkiem kabla na brzeg.

Natomiast do osiągnięcia pełnej opłacalności farm zarówno DONG jak i EnBW zamierzają skorzystać z powstających dopiero udoskonaleń technologii. Inwestorzy planują np. ustawić w ramach zwycięskich projektów pojedyncze turbiny o mocy nawet 13-15 MW, czyli trzykrotnie większe od największych dzisiejszych. Ocenia się, ze wiatraki takie będą dostępne ok. 2024 r. 

Jeden z szefów DONG-a podkreślił także, że projekt duńskiej firmy „spina” się finansowo nawet przy założonej stosunkowo wysokiej stopie zwrotu z kapitału i dość konserwatywnej – czyli niezbyt wysokiej - prognozie cen energii w Niemczech w połowie przyszłej dekady. A to gównie dzięki przewidywanemu spadkowi cen technologii.

W Polsce, po zablokowaniu „ustawą odległościową” rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, jako alternatywę dla niej wskazywano właśnie offshore. Jednak w wersji „planu Morawieckiego”, przyjętej już przez rząd o morskiej energetyce wiatrowej jako potencjalnie rozwojowym sektorze gospodarki nie ma wzmianki. Nawet mimo tego, że na północy kraju powstało całkiem sporo firm, produkujących na potrzeby offshore, ale zagranicznego. Za to mamy budować promy.

Jeszcze w lutym na konferencji poświęconej perspektywom offshore, przedstawiciel Ministerstwa Rozwoju oceniał, że w przyszłości offshore pozostanie technologią drogą, a polskiego podatnika nie będzie stać na jej wspieranie. Wystarczyły dwa miesiące, by argumentacja ta mocno się zdezaktualizowała, o ile nie legła całkowicie w gruzach.



Wojciech Krzyczkowski
fot. Pixabay
Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.