Czy OZE szkodzą polskiemu systemowi elektroenergetycznemu?

11.01.2017

Polski system elektroenergetyczny przeszedł w ostatnich dniach przez dwie rekordowo skrajne sytuacje. Co więcej, z punktu widzenia krytyków OZE były to właśnie sytuacje jasno i dobitnie pokazujące wręcz szkodliwość tych źródeł. Tymczasem nic się nie stało. Ani system się nie rozsypał, ani giełda nie oszalała.  

 

Energetyka wiatrowa nie ma ostatnio dobrej passy – jej rozwój został niemal całkowicie zahamowany przez wprowadzenie tzw. ustawy odległościowej, a istniejące wiatraki nie dostały obiecanej możliwości przejścia do nowego systemu wsparcia, ponieważ pierwsze aukcje OZE nie przewidziały udziału takich instalacji w sesjach. Do tego resort energii zdaje się nie omijać żadnej okazji, by wytknąć słabości energetyki wiatrowej. Jak donosi Polska Agencja Prasowa, ministerstwo planowało w tym roku skupować energię z wiatru, ale według wiceministra Andrzeja Piotrowskiego wiatraki okazały się „bardzo groźne dla systemu”. O czym mówi minister?

 

Najpoważniejszy i najczęściej formułowany zarzut pod adresem wiatraków i fotowoltaiki to ich niedyspozycyjność, czyli niedostosowanie produkcji do aktualnych potrzeb. W miarę postępującej edukacji na temat energetyki odnawialnej o nieprzewidywalności mówi się jednak coraz mniej, bo prognozowanie produkcji ze słońca i wiatru zawsze było możliwe, a jest coraz lepsze, także w Polsce. Zarzut, że OZE produkują energię nie wtedy, kiedy jest potrzebna, pozostaje – i pozostanie – w mocy. Ale czy poradzenie sobie z tym zjawiskiem jest jeszcze jakimś problemem? Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że niekoniecznie.

 

O rekordzie produkcji polskich wiatraków podczas świąt było już głośno. W związku z tym, że zapotrzebowanie na energię w tym czasie było niskie, a wiało solidnie, wiatraki pokrywały nawet jedną trzecią popytu, dostarczając niemal 5 GW mocy. Mieliśmy zatem do czynienia z podręcznikową sytuacją ekstremalną – wysoką produkcją energii z OZE w momencie, kiedy obciążenie wartości systemu osiąga poziom minimalny. Co więcej, sytuacja była po dwakroć ekstremalna, bo energetyka zawodowa musiała jeszcze bardziej ograniczyć produkcję ze względu na to, że mocno pracowały elektrociepłownie. Polskiemu systemowi nic się jednak nie stało. A nawet udało się wyeksportować energię na Litwę, co oznacza, że była odpowiednio tania. Należy pamiętać, że LitPol Link jest połączeniem stałoprądowym, czyli niemal wszystkie przepływy mają charakter handlowy. W kontekście międzynarodowym ciekawe jest jeszcze to, że dokładnie w tym samym czasie i z tego samego powodu – czyli huraganu Barbara – olbrzymie nadwyżki energii z wiatru miały Niemcy. W sumie przez 35 godzin ceny na niemieckim rynku były ujemne, chwilami spadając nawet do minus 185 euro za MWh!

 

Z drugiej strony można sobie wyobrazić sytuację ekstremalnie wysokiego zapotrzebowania na energię w momencie, gdy OZE – jak na złość – produkują niewiele. A w zasadzie nie trzeba sobie już nic wyobrażać, bo do takiej sytuacji doszło popołudniem 9 stycznia. Wtedy padł zimowy rekord wszech czasów zapotrzebowania na moc – ok. 26,2 GW. A że wiało akurat słabo, to wiatraki – notabene zgodnie z prognozą - dostarczały ok. 600 MW. Efekt? Praktycznie żaden, ceny na rynku specjalnie się nie zmieniły, wirująca rezerwa mocy w elektrowniach okazała się bardziej niż wystarczająca. Co więcej, korzyścią z całej sytuacji jest nagłośnienie solidnej analizy naukowców z Lublina, która jasno pokazuje, że wiatraki potrzebują znacznie mniej wirującej rezerwy w systemie, niż się powszechnie uważa. Ciągle można spotkać głosy mówiące, że OZE potrzebują 100 proc. rezerw konwencjonalnych, tymczasem wspomniane obliczenia pokazują, iż w przypadku wiatraków wystarcza rezerwa mniejsza niż jedna trzecia ich mocy zainstalowanej.

 

Wychodzi na to, że nie taki wiatrak straszny, jak go niektórzy malują. I to bez względu na to, czy akurat się kręci, czy nie.

 

 

REO.pl

fot. Pixabay


Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.