Bawaria zmienia podejście do wiatraków?

22.02.2017

Jeżeli autorzy polskiej ustawy „odległościowej”, która skutecznie położyła kres rozwojowi energetyki wiatrowej szukali gdzieś inspiracji, to w Bawarii. 10-krotność wysokości turbiny jako odległość minimalna od zabudowań wydaje się wprost przepisana z bawarskiego prawa budowlanego. Tymczasem autorzy tamtych restrykcji wydali zadziwiające oświadczenie. Przypominają w nim o możliwości i sposobach ich obejścia!

W Bawarii od jesieni 2014 r. obowiązuje zakaz stawiania wiatraków w odległości od zabudowań mniejszej niż 10-krotność wysokości turbiny. Regulacja, zwana „10-H” jest o tyle silna, że jej zgodność z prawem potwierdził w maju zeszłego roku miejscowy trybunał konstytucyjny. Zakaz nie ma jednak charakteru absolutnego. Samorząd gminny może go zignorować, jeżeli w procedurze tworzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego mieszkańcy stwierdzą, że nie mają nic przeciwko stawianiu wiatraków bliżej.

I oto właśnie o tej furtce przypomniała w specjalnym oświadczeniu dwójka prominentnych członków bawarskiego rządu: minister (w randzie wicepremiera) gospodarki i energii Ilse Aigner oraz minister spraw wewnętrznych i infrastruktury Joachim Herrmann. Co ciekawe, obydwoje zajmowali swoje stanowiska w momencie wprowadzania przez rządzącą Bawarią „od zawsze” CSU tzw. ustawy odległościowej.

Czytaj także: Przyjmując ustawę „10H”, Bawaria opowiedziała się przeciwko innowacji i rozwojowi

Co prawda Aigner i Herrmann w oświadczeniu nie sprzeciwili się regulacji jako takiej, ale zasugerowali, że władze na tyle, na ile to możliwe chcą sprzyjać rozwojowi energetyki wiatrowej w sposób „przyjazny obywatelom”, a energetyka wiatrowa powinna być dalej znaczącym sektorem miejscowej gospodarki. Aigner tłumaczy w liście, że Energiewende jest zadaniem dla całego społeczeństwa, a ekspansja źródeł odnawialnych zakończy się sukcesem tylko wtedy, gdy ludzie będą ją popierać. Utrzymanie tego poparcia było głównym powodem wprowadzenia „10-H” - zdaje się tłumaczyć minister energii. A Herrmann zauważa, że za zgodą mieszkańców zakaz można oczywiście złagodzić.

Ekspansja źródeł odnawialnych zakończy się sukcesem tylko wtedy, gdy ludzie będą ją popierać

„Według nas staranne planowanie przestrzenne na poziomie gminy ma kluczowe znaczenie dla rozwoju energetyki wiatrowej w następnych kilku latach” - napisali też ministrowie, przypominając o całkiem nowych narzędziach dla samorządów gminnych, jakie ostatnio udostępniono. To m.in. oprogramowanie do trójwymiarowej analizy wpływu dowolnego projektu wiatrowego na okolicę czy nowe procedury administracyjne. Można przypomnieć, że w zeszłorocznym orzeczeniu Trybunał stwierdził, iż o zapewnienie odpowiedniej przestrzeni dla wiatraków na pewno powinny dbać organy planistyczne, ale już miejscowy ustawodawca nie ma takiego obowiązku i może wprowadzać ograniczenia. 

Mimo obowiązującej zasady „10-H” bawarska energetyka wiatrowa w latach 2015 i 2016 rosła całkiem przyzwoicie. Pod koniec zeszłego roku uruchomiono tysięczną turbinę w landzie, a przez 2016 r. moc zainstalowana wiatraków wzrosła o 340 MW, tylko o kilka MW mniej niż w rządzonej przez Zielonych Badenii-Wirtembergii. Jednak niemiecka branża wiatrowa uważa, że był to „łabędzi śpiew”, w tym roku w Bawarii zabraknie już bowiem miejsca na stawianie turbin zgodnie z zasadą „10-H”.

Stąd fala spekulacji, że list dwójki ministrów ma przygotować grunt pod poważniejsze złagodzenie restrykcyjnego prawa antywiatrakowego, bo przecież mowa w nim o dalszym rozwoju źródeł wiatrowych.



Wojciech Krzyczkowski

fot. Pixabay




Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.