A. Ancygier: Półprawdy i mity prof. Strupczewskiego o Energiewende

27.03.2017

Nie po raz pierwszy, i zapewne nie po raz ostatni, Profesor Strupczewski mija się z prawdą pisząc o niemieckiej transformacji energetycznej. W swoim komentarzu z 14 marca dla serwisu BiznesAlert.pl napisał, jak to Energiewende doprowadziła do ubóstwa energetycznego w Niemczech, wzrostu bezrobocia i ogromnych kosztów. Dla poparcia swych twierdzeń wykorzystał wypowiedzi niemieckich polityków i – w dosyć manipulacyjny sposób – raport McKinseya.

Oskarżenia, że transformacja energetyczna powoduje ubóstwo energetyczne w Niemczech profesor Strupczewski uzasadnia cytatami z artykułu zamieszczonego przez portal internetowy T-online. W artykule cytowana jest posłanka lewicowej, wspierającej rozwój OZE, partii "Die Linke", Eva Bulling-Schröter, która stwierdza tam, że: „ubóstwo energetyczne w Niemczech to cicha katastrofa dla milionów ludzi, szczególnie w czasie zimnych i ciemnych miesięcy zimowych”.

Ubóstwo energetyczne, a niemiecka transformacja energetyczna

Czary-mary i u profesora Strupczewskiego czytamy, że posłanka stwierdziła, że: „Pozbawianie prądu „setek tysięcy dzieci, osób starych i chorych”, by budować kolejne wiatraki to świadectwo, że „rząd niemiecki nie chce widzieć ubóstwa energetycznego” jakie szerzy się w Niemczech. Owszem, artykuł w T-online mówi o ubóstwie energetycznym, ale ani słowem nie wspomina o jego związku z transformacją energetyczną. Nic dziwnego. Związek pomiędzy ubóstwem energetycznym, a transformacją energetyczną jest bowiem dosyć luźny”.

W oryginalnym artykule posłanka apeluje jedynie o ustawowy zakaz wyłączania prądu dla pewnych grup osób takich jak dzieci czy osoby starsze, ani słowem nie wspominając o wiatrakach. Manipulując cytatami profesor Strupczewski wykorzystał stwierdzenia posłanki, żeby udowodnić własną tezę. To jest niezbyt naukowe podejście, panie profesorze.

Ceny energii elektrycznej w Niemczech faktycznie są wysokie, jednak profesor Strupczewski pomija fakt, że od 5 lat pozostają na prawie niezmienionym poziomie. Podczas gdy opłata na rozwój odnawialnych źródeł energii w tym czasie zwiększyła się o 1,5 eurocenta za kilowatogodzinę, to koszty produkcji energii spadły o ponad 2 eurocenty za kWh między innymi dzięki fotowoltaice, która dostarcza energię wtedy, kiedy te ceny w przeszłości były najwyższe. Tak więc poniesione koszty można traktować nie jako wyrzucone w błoto, lecz jako sensowne inwestycje.

Oczywiście, tak jak zauważa profesor, opłata OZE może nawet nieco wzrosnąć w przyszłości, co wynika z faktu, że system wsparcia gwarantuje stałe ceny przez 20 lat dla osób, które zainwestowały w źródła energii odnawialnych. W związku z tym konsumenci są zmuszeni pokrywać koszty wysokich cen gwarantowanych z pierwszej dekady tego wieku jeszcze przez jeszcze kilka lat.

Dzięki inicjatywie Niemiec, Danii i innych krajów ruszyły znaczące inwestycje w odnawialne źródła energii, wzrosła skala ich produkcji, zebrano doświadczenia, przyspieszył postęp technologiczny i w rezultacie niszowa dotąd technologia stała się technologią dominującą wśród nowych instalacji w takich krajach jak Chiny, a jej koszty spadły w wielu miejscach poniżej kosztów energii konwencjonalnych. Tylko w ostatnich 7 latach ceny paneli fotowoltaicznych spadły o 70%. W roku 2015 energia wiatrowa i słoneczna dostarczyły na świecie prawie 5% energii elektrycznej. To są globalne skutki transformacji energetycznej, które ignoruje profesor Strupczewski.

Dzięki inicjatywie Niemiec, Danii i innych krajów ruszyły znaczące inwestycje w OZE, wzrosła skala ich produkcji, zebrano doświadczenia, przyspieszył postęp technologiczny i w rezultacie niszowa dotąd technologia stała się technologią dominującą wśród nowych instalacji w takich krajach jak Chiny, a jej koszty spadły w wielu miejscach poniżej kosztów energii konwencjonalnych

Ignoruje on też wzmiankę z tego samego artykułu o tym, że 44 000 niemieckich konsumentów zostało odłączonych od sieci gazowej z powodu niezapłaconych rachunków. I to pomimo spadających cen gazu i braku zmian w tym sektorze. Ubóstwo energetyczne w Niemczech istnieje – podobnie jak w wielu innych krajach, jednak jest ono głównie objawem problemu narastających nierówności ekonomicznych.

Warto też zauważyć, że łatwo przychodzi nam krytykowanie ubóstwa energetycznego w Niemczech, podczas gdy w Polsce odsetek dotkniętych nim osób jest ponad dwukrotnie większy. Częstotliwość awarii i długość przerw w dostawie prądu są też w Polsce nieporównywalnie większym problemem niż w Niemczech – wskaźniki SAIDI i SAIFI są w Polsce o rząd wielkości gorsze niż w Niemczech. Podobnie jest z parametrami prądu, takimi jak napięcie czy częstotliwości.

Aż prosi się o zadedykowanie profesorowi Strupczewskiemu cytatu z Biblii (Łuk. 6:42): „Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.

Skutki gospodarcze

Profesor Strupczewski równie wybiórczo potraktował studium McKinseya, być może nie tyle z powodu złej woli, ale ze względu na oparcie się tylko na lekturze głównych punktów raportu, nie całości. Przykładem jest tutaj spadek ilości miejsc pracy w sektorze przemysłu energochłonnego, np. chemicznym. W raporcie jednak, w przeciwieństwie do artykułu profesora, wskazano, że od połowy 2013 roku liczba zatrudnionych w tych sektorach rosła – i to pomimo istotnego wzrostu cen energii w latach 2012-2013. Spadek nastąpił dopiero w roku 2016 i wyniósł 15 000 osób z 1,65 miliona zatrudnionych – 0,91%. Czy przyczyną tego była transformacja energetyczna? Bynajmniej. Przemysły energochłonne nie są obciążone opłatą OZE, ponadto głównym kosztem dla przemysłu chemicznego jest zakup gazu ziemnego, nie elektryczności.

Prawdą jest, że liczba zatrudnionych w sektorze OZE lekko spada, jednak wynika to ze znacznego wzrostu ilości tych miejsc pracy w okresie boomu fotowoltaiki w latach 2009-2012, kiedy to obniżenie wysokości stałych taryf nie nadążało za spadkiem kosztów OZE. Jednak profesor Strupczewski nie zauważa, że Niemcy wchodzą w kolejną fazę transformacji energetycznej, prowadzącej do powstawania nowych miejsc pracy w takich sektorach jak magazynowanie energii czy inteligentne zarządzanie popytem. Jednocześnie należy zauważyć, że z racji tańszej siły roboczej i możliwości szybkiego rozwoju tej gałęzi przemysłu, wiele innych krajów przejęło znaczną część tego rynku. Zamiast na to narzekać, Polska powinna dostrzec w tym dla siebie okazję. Obecnie w sektorze OZE pracuje ponad 8,1 miliona osób na całym świecie.

Niemcy wchodzą w kolejną fazę transformacji energetycznej, prowadzącej do powstawania nowych miejsc pracy w takich sektorach jak magazynowanie energii czy inteligentne zarządzanie popytem

Autor komentarza podaje również sumę 63 miliardów euro, jako "koszty łączne energii elektrycznej w Niemczech uzyskiwanej w toku transformacji energetycznej". Suma ta pada w raporcie McKinseya, jednak zawarte są w tym również koszty rozwoju sieci, produkcji energii ze źródeł konwencjonalnych oraz kogeneracji, które "w sposób bezpośredni albo pośredni są związane z transformacją energetyczną". Wrzucanie tego do worka z napisem „koszty OZE” może świadczyć tylko albo o braku wiedzy profesora (co podaje w wątpliwość jego kompetencje eksperckie) albo uczciwość (co w ogóle skreśla go jako obiektywne źródło informacji).

Emisje dwutlenku węgla

Ekspert w dziedzinie energii nuklearnej, taki jak profesor Strupczewski, zapewne dobrze wie, że powolny spadek emisji w Niemczech wynika przede wszystkim z faktu, że energia odnawialna zastępuje przede wszystkim wyłączane elektrownie atomowe. Gdyby poziom wytwarzania energii z atomu był utrzymywany i źródła OZE zastępowały elektrownie na paliwa kopalne, spadek emisji byłby bardzo szybki. Mimo to emisje dwutlenku węgla spadły w roku 2016 o kolejne 5 milionów ton w porównaniu do roku poprzedniego, o 26% poniżej poziomu z roku 1990, i to wbrew niekorzystnym warunkom pogodowym i rekordowemu eksportowi energii elektrycznej.

To czy warto było wyłączać najpierw elektrownie atomowe, zamiast elektrowni węglowych jest pytaniem bardziej etycznym niż ekonomicznym: Czy należy walczyć przede wszystkim ze zmianami klimatu, biorąc pod uwagę ryzyko katastrofy nuklearnej czy odwrotnie? Niemcy uznali, że najpierw chcą szybko odejść od atomu. W tej sytuacji emisje spadają niestety znacznie wolniej niż można by oczekiwać biorąc pod uwagę szybki rozwój źródeł energii odnawialnych.

Konkluzji brak…

Profesor Strupczewski dał się poznać, jako zwolennik energii atomowej. Jednak w jego komentarzu nie ma o tym ani słowa. Profesor w ogóle nie odnosi się do jakichkolwiek alternatyw. O ile można było wcześniej wyjaśnić jego zagorzały opór wobec energii odnawialnej promocją energii atomowej, to krytyka w oparciu o niepełne albo zmanipulowane źródła, bez sugerowania alternatywnych rozwiązań, zastanawia. Oczywiście, że podobnie jak Polska, Niemcy mogłyby dalej subsydiować górnictwo przyczyniając się do globalnego ocieplenia i zanieczyszczania powietrza oraz ryzykować katastrofę nuklearną podobną do tych, które już wielokrotnie miały miejsce w przeszłości. Zdecydowały się jednak na alternatywną opcję.

Można się również nie zgadzać z niemieckim rządem, jeżeli chodzi o konkretne decyzje, na przykład opodatkowanie opłaty OZE (znaczna część z tych dopłat ląduje w budżecie państwa) czy też opodatkowanie energii ze słońca, które powoduje, że osoby konsumujące własną energię zmuszone są ponosić dodatkowe koszty. Jednak manipulowanie cytatami i posługiwanie się półprawdami nie zaprowadzi nas daleko.

Oczywiście budowa zupełnie nowego systemu energetycznego w jakimś stopniu musi się wiązać z eksperymentowaniem i testowaniem rozwiązań, rozwijaniem jednych, a wycofywaniem z innych. Podczas gdy ceny energii odnawialnych spadły znacznie szybciej niż oczekiwano, okazało się, że inne kraje nie zasypiały gruszek w popiele i stanowią konkurencję dla niemieckiego przemysłu. Szkoda, że na liście firm rozwijających technologie czystej energii nie ma wielu firm z Polski, ale sami na własne życzenie dusimy ten rynek i coraz bardziej pozycjonujemy się, jako ci, którzy będą musieli kupować technologie zza granicy. Wypowiedzi takie jak profesora Strupczewskiego przyczyniają się do tego, że na polu nowej rewolucji technologicznej zostajemy skansenem, – bo w to, że zostaniemy liderem technologii jądrowych, nikt chyba nie wierzy.

 

Dr Andrzej Ancygier jest pracownikiem naukowym w Climate Analytics jak również wykładowcą w berlińskim oddziale Uniwersytetu Nowojorskiego (NYUB) i na Freie Universität (FUBiS).


fot. Pixabay

Pierwotnie tekst ukazał się w serwisie ZiemianaRozdrozu.pl


Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.