Energia odnawialna, Odnawialne źródła energii w Polsce - reo.pl
wyszukiwanie zaawansowane zobacz dlaczego warto
Twój e-mail:

T. Podgajniak: Ministerstwo Gospodarki wysyła do inwestorów bardzo zły sygnał

21.01.2012, 11:40

Paulina Wojciechowska


Tomasz Podgajniak, fot.: reo.pl
Tomasz Podgajniak, fot.: reo.pl

Z Tomaszem Podgajniakiem, byłym ministrem środowiska, wiceprezesem Zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej (PIGEO), rozmawiamy o perspektywach rozwoju energetyki odnawialnej i konsekwencjach wprowadzenia zaproponowanej przez Ministerstwo Gospodarki ustawy o OZE.

reo.pl: Jaki wpływ na ceny energii będzie miało wprowadzenie zaprezentowanych przez Ministerstwo Gospodarki przepisów dotyczących OZE?

Tomasz Podgajniak: Trudno dziś określić, jakie ostatecznie konsekwencje wywoła samo opublikowanie tej ustawy. Jedno jest oczywiste - przyjęcie ustawy w zaproponowanym kształcie oznaczałoby poważne perturbacje na rynku energii wytwarzanej w źródłach odnawialnych. Państwo wprawdzie deklaruje, że przyjęty cel 15 proc. udziału OZE w podaży energii finalnej pozostaje w mocy, ale tak sformułowany projekt ustawy nakazuje w to poważnie wątpić.
Oczywiście należy uznać za sensowny kierunek myślenia, jakim jest ograniczenie wsparcia dla współspalania czy dużej energetyki wodnej. Dotychczas obowiązujący system był w tej sferze nieracjonalny i zbyt dużo kosztował konsumentów - bez stymulowania spodziewanych efektów, czyli inwestowania przynajmniej części przychodów, jakie otrzymywały „stare” elektrownie wodne czy energetyka konwencjonalna, w budowę nowych źródeł. Ale to jedyny pozytyw, a na dodatek ustawa zawiera szereg tzw. „furtek”, dzięki którym po bliżej nieokreślonych „modernizacjach” źródła te na powrót mogłyby korzystać ze wsparcia.
Natomiast rezygnacja z obowiązku zakupu energii z większych źródeł, niemające uzasadnienia w realiach ekonomicznych obcięcie wsparcia dla energetyki wiatrowej, iluzoryczne zachęty dla mikroźródeł, brak okresów przejściowych dla źródeł już funkcjonujących, brak przewidywalności przychodów z systemów wsparcia czy bijący w oczy brak zrozumienia specyfiki sektora biogazu - gdyby to wszystko miało się utrzymać w toku dalszych prac legislacyjnych, oznaczać to będzie zahamowanie procesów inwestycyjnych.
Nawet gdyby perturbacje rynkowe w tym zakresie miały charakter przejściowy i centrum gospodarcze, widząc skutki tych błędnych koncepcji, wprowadziłoby bardziej efektywny system wsparcia, to szkody będą nie do odrobienia przed 2020 r. Szkody w postaci spadku nowych mocy oddawanych do użytku, ale także ryzyka bankructwa tych przedsięwzięć, które niedawno zrealizowano, zwłaszcza nowych obiektów energetyki wiatrowej.
Pojawia się też dodatkowe pytanie: co się stanie z podażą energii w ogóle? Jeśli ustawa byłaby wprowadzona w tym kształcie, może okazać się, że część jednostek produkcyjnych, zwłaszcza w energetyce wiatrowej, przynajmniej czasowo wypadnie z rynku. Jeżeli nie będzie obowiązku zakupu energii, zwłaszcza od małych i średnich wytwórców, może się okazać, że podaż spadnie. Wytwórcy takiej energii, przy braku obowiązku jej zakupu, nie będą w stanie sprzedawać jej po cenach gwarantujących choćby tylko zwrot poniesionych nakładów.
Ceny oferowane przez rynek bilansujący będą z całą pewnością zbyt niskie i te przedsiębiorstwa po prostu upadną. Ryzyko takie postrzegam jako niezwykle wysokie. Zwłaszcza małe elektrownie wiatrowe nie będą w stanie konkurować na rynku energii zarówno pod względem jakości energii, terminowości i ilości podaży, jak i kosztów samego uczestnictwa w rynku bilansującym. Zrodzi to bardzo negatywne konsekwencje dla konsumentów, których autorzy ustawy chyba w ogóle nie wzięli pod uwagę.
W takim przypadku, gdy podaż energii ze źródeł odnawialnych utrzymywać się będzie znacznie poniżej celu indykatywnego, łączny wolumen opłaty zastępczej - a ten mechanizm ma być utrzymany - wzrośnie. Tym samym wzrosną obciążenia przedsiębiorstw obrotu, znacznie bardziej niż ma to miejsce obecnie i nie będzie żadnych "oszczędności", o których piszą w uzasadnieniu autorzy ustawy. Warto dodać, że używają tu słowa "oszczędność" w sposób całkowicie nieuprawniony, bo ta „oszczędność” nie oznacza spadku wydatków po stronie państwa, które w żadnej mierze nie wspierało dotychczas z budżetu rozwoju OZE, a tylko po stronie konsumentów. Teoretycznie rzecz biorąc, konsumenci będą w mniejszym stopniu obciążani kosztami rzeczywistego rozwoju energetyki odnawialnej, ale to wcale nie oznacza, że będą płacić mniejsze rachunki za energię elektryczną - wzrośnie bowiem obciążenie opłatą zastępczą, a ta luka, która ewentualnie powstanie w strukturze kosztów energii, zostanie wykorzystana na podwyżki cen przez producentów prądu. Nie ma zatem żadnych gwarancji, że przyjęcie ustawy spowoduje jakiekolwiek „oszczędności”, natomiast rozwój sektora OZE zostanie z pewnością zahamowany.
Publikując taki projekt ustawy, Ministerstwo Gospodarki wysyła do inwestorów – nie tylko tych inwestorów, którzy mogliby sektor OZE w Polsce rozwijać, gdyby mieli pewność zwrotu zainwestowanych środków w dającym się określić czasie – bardzo zły sygnał.

reo.pl: Jak długo trzeba wspierać sektor OZE, żeby stał się samowystarczalny?

T.P.: Jeżeli się myśli, zwłaszcza w perspektywie długofalowej, o instrumentach, które mają doprowadzić do sytuacji, w której OZE nie będą potrzebowały wsparcia, to trzeba widzieć specyfikę poszczególnych sektorów i mechanizmy, które mają zapewnić, że podaż energii z odnawialnych źródeł będzie niezakłócona.
Mamy przecież do czynienia z nieustającym postępem technologicznym z jednej strony, a z drugiej z systematycznym wzrostem cen energii konwencjonalnej. Jeżeli tempo tych zmian utrzyma się na obecnym poziomie, to istnieje możliwość, że w przypadku energetyki wiatrowej koszty wytwarzania energii w nowych obiektach będą porównywalne z kosztami energii konwencjonalnej już za 8-10 lat. W przypadku sektora biogazu, gdzie technologie są znacznie droższe, a i koszty eksploatacyjne wyższe, ten horyzont może być znacznie bardziej odległy. Z kolei sektor energetyki solarnej rozwija się technologicznie tak szybko, że być może już niedługo będziemy świadkami rewolucji technicznej, która spowoduje, że docelowo branża ta będzie dominować wśród źródeł energii odnawialnej. Wiele zależy też od rozwoju metod magazynowania energii.
Zasadniczo każdy sektor OZE będzie miał różne okresy zwrotu. Niektóre być może w perspektywie, którą chcielibyśmy dziś oceniać jako racjonalną, nigdy nie będą opłacalne. Dla inwestora, który nie jest pasjonatem energetyki odnawialnej, ale szuka bezpiecznego miejsca lokowania swojego kapitału, taka inwestycja jest całkowicie nieinteresująca. Inwestor musi mieć racjonalną perspektywę, w której stopa zwrotu kapitału będzie co najmniej taka sama jak na najlepszych obligacjach, a nawet większa, żeby był zainteresowany kierowaniem środków inwestycyjnych w ten sektor.
Oczywiste jest, że jeśli patrzymy na model ekonomiczny przedsięwzięcia, a każdy inwestor to robi, to model taki rzadko kiedy może sięga dalej niż na 15 lat. Zatem perspektywa zwrotu inwestycji po roku 2025, w ostateczności 2030, może być perspektywą interesującą, jednak pod warunkiem, że będzie to wzrost rzeczywisty, prawnie zagwarantowany, a nie podlegający różnego rodzaju perturbacjom. Dlatego okres, na jaki przyznaje się zielone certyfikaty czy inne formy wsparcia, musi te różne perspektywy uwzględniać.
Tego w ogóle nie rozumie Ministerstwo Gospodarki - albo raczej udaje, że nie rozumie. Opowiada się za to o ogromnych środkach, które państwo musi wydać na rozwój OZE, podczas gdy państwo nie wyasygnowało na te inwestycje ani grosza. Wydaje natomiast niemałe środki na promocję energetyki jądrowej.
Ja osobiście uważam, że naszą przyszłością jest energetyka solarna i systemy magazynowania wyprodukowanej energii - tak, żeby jej podaż zaspokajającą popyt można było odpowiednio kształtować - ale to jest perspektywa 20, 30, a może nawet 50 lat. Obecnie mamy takie źródła, jakie mamy, i trzeba je w umiejętny sposób do systemu wprzęgać i wykorzystywać w maksymalnym stopniu, bo tylko wtedy cena jednostkowa wytwarzania energii elektrycznej z odnawialnych źródeł będzie maleć, kiedy będziemy maksymalizowali podaż tej energii. Przykładowo: w przypadku biogazowni najważniejszym zadaniem jest zapewnienie kogeneracji ciepła i energii elektrycznej, bo tylko w takim przypadku ten biznes ma szansę stać się opłacalny.
W przypadku energetyki wodnej, zwłaszcza mikroenergetyki, okazuje się często, że koszty inwestycji, zwłaszcza budowy obiektu hydrotechnicznego od podstaw, są tak duże, że wpływy ze sprzedaży energii nigdy nie zapewnią odpowiedniej stopy zwrotu. Ale wszystko zależy od warunków lokalnych, więc nie ma jednej odpowiedzi w tym sektorze.
Natomiast warto podkreślić, że takie branże OZE jak mikroenergetyka wodna czy biogazownie mogą świadczyć także inne usługi publiczne czy komercyjne, których uwzględnienie znacząco zmienia ich rachunek ekonomiczny. Na przykład małe elektrownie wodne spełniać mogą, obok generowania energii, zupełnie inne, kto wie, czy nie równie ważne funkcje: łagodzić fale odpływowe czy służyć wzrostowi lokalnej miniretencji, co z naszego punktu widzenia - zwłaszcza przy zmianach klimatycznych powodujących coraz częściej wydłużanie się okresów suszy, a potem nawalne opady - warto wspierać (czyli płacić za ich wypełnianie) nie tylko ze względów energetycznych, ale dlatego, że przy okazji rozwiązuje to istotny problem deficytu wody. W przypadku biogazowni takim efektem ubocznym jest z całą pewnością możliwość bezpiecznego pozbywania się odpadów biologicznych, a także produkcja nawozów, zbliżonych do naturalnych.
Państwo musi widzieć te sektory w swojej specyfice i w swoich funkcjach dodatkowych. Pojawia się zatem pytanie, czy warto „opodatkowywać” konsumpcję energii elektrycznej (koszty zielonych certyfikatów ponoszone przez konsumentów) po to, żeby uzyskać inne korzyści społeczne, jakie wiążą się z rozwojem określonych sektorów, i jednocześnie zwiększać bezpieczeństwo energetyczne Polski. Odpowiedź na „tak” wydaje się oczywista, zwłaszcza jeśli się pamięta, że wiatr, słońce czy woda to zasoby tylko i wyłącznie nasze - nikt ich nam nie sprzedaje, nie musimy ich wydobywać spod ziemi czy sprowadzać z innych regionów świata. Wykorzystując OZE, zwiększamy przecież nasze bezpieczeństwo energetyczne.

reo.pl: W jaki sposób energetyka odnawialna może zapewnić bezpieczeństwo energetyczne, skoro biomasa, której najwięcej wykorzystujemy, jest u nas importowana?

T.P: Jest importowana, bo wielu przedsiębiorcom się to opłaca. Ale to znowu jest kwestia zaprojektowania odpowiedniego systemu. W tej sferze system powinien zawierać takie narzędzia wsparcia, aby w pierwszej kolejności zapewniać pokrywanie lokalnych potrzeb ze źródeł lokalnych, głównie na ciepło, a jeśli się uda, to w kogeneracji - a tym samym zmniejszać zapotrzebowanie polskiej gospodarki od dostaw węgla, gazu czy ropy z innych systemów energetycznych. Biomasa powinna być wykorzystywana tam, gdzie powstaje, do produkcji ciepła, biogazu czy paliw II i III generacji do sprzedaży na rynku polskim. Natomiast biomasa wykorzystywana tak, jak to się dzieje obecnie, czyli współspalana z węglem, będzie przez producentów energii traktowana w zupełnie inny sposób. Oni będą poszukiwali źródeł biomasy wszędzie tam, gdzie można ją kupić tanio – także za granicami Polski, na Białorusi czy w Finlandii.
Rozważając kwestie bezpieczeństwa energetycznego, należy natomiast pamiętać o systematycznie rosnącej liczbie ludności naszego globu, o rosnących potęgach gospodarczych i militarnych, np. Chiny, Indie czy ostatnio Brazylia, które aspirują do roli graczy globalnych. Zasoby paliw kopalnych nie są wprawdzie jeszcze na granicy wyczerpania, ale są coraz trudniej dostępne. Opłaca się, zresztą podobnie jak to było w przeszłości, toczyć o nie wojny, zarówno „gorące”, jak i „zimne”. Są rejony świata, które ze względu na występowanie pewnych zasobów mogą stać się ofiarą agresji. Energia staje się narzędziem nacisku, a nawet szantażu, w stosunkach pomiędzy państwami. A my jako społeczeństwo nie chcemy być przecież ofiarami zewnętrznego dyktatu politycznego i ekonomicznego, będąc uzależnieni od dostaw gazu i ropy tylko z jednego źródła. Są też rejony świata, które dysponując pewnymi zasobami, mogą stać się ofiarą agresji. Źródła energii, które są u nas, możemy wykorzystać bez proszenia kogokolwiek o zgodę - to kierunek, który zwiększa szanse na pokój światowy.
Musimy też stawiać na innowacyjność technologiczną, redukcję strat na przesyle, zmniejszanie energochłonności u odbiorców końcowych oraz na stopniowe, ale konsekwentne unowocześnianie wszystkich sektorów energetycznych, tak aby stwarzać szanse na to, żeby energia ze źródeł odnawialnych stała się konkurencyjna dla konwencjonalnej albo przynosiła inne korzyści publiczne, co pozwoli uzyskać znaczące korzyści społeczno-gospodarcze, zgodnie z zasadą zrównoważonego i trwałego rozwoju.

Redakcja reo.pl

Uzupełnij e-mail jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych komentarzach w tym artykule.

CAPTCHA

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Przesłanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu.

ZGŁOŚ NIEWŁAŚCIWY KOMENTARZ zamknij

pole wymagane

pole wymagane

Kod weryfikujący Przepisz kod pole wymagane

ZAPROPONUJ WYDARZENIE zamknij

pole wymagane

opcjonalnie

pole wymagane

od do format dd/mm/rrrr

GIF, JPG, PNG do 2 MB

Kod weryfikujący Przepisz kod pole wymagane

ZGŁOŚ BŁĄD zamknij

pole wymagane

opcjonalnie

Kod weryfikujący Przepisz kod pole wymagane

Zamknij

Przeglądarka Internet Explorer 6, z której korzystasz, może błędnie wyświetlać stronę.


Pobierz nową wersję przeglądarki Internet Explorer.
Pobierz