OZE dobre i OZE złe

09.10.2017

Rząd PiS nie lubi odnawialnych źródeł energii? Nic bardziej mylnego. Lubi, i to bardzo. Ale tylko niektóre. Można by to jeszcze uznać za przejaw jakiejś polityki energetycznej, gdyby nie to, że w lubieniu konkretnych rodzajów OZE przez rząd, interes ma część jego zaplecza politycznego. Czy to właśnie dlatego geotermia i biomasa są dobre, a wiatr i słońce – złe?


Nikt nie zaprzeczy, że geotermia to znakomite źródło energii. Ale wbrew obiegowym sądom, darmowe nie jest. Przeciwnie, wymaga dość wysokich inwestycji. Od rozwiązywania tego typu sytuacji jest jednak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej z gigantycznymi pieniędzmi. I Fundusz wspiera, ostatnio wsparł ponad 100 mln zł pięć projektów geotermalnych, a planuje dorzucić ponad 70 mln na kilka kolejnych. W tym 19,5 mln trafi do Geotermii Toruńskiej ojca Rydzyka, co budzi już pytania innego typu.

Owszem, geotermię warto wspierać, ale w skali kraju jej znaczenie jest marginalne. W ramach lansowania koncepcji klastrów energetycznych Ministerstwo Energii zamówiło u uznanych autorów analizę ich funkcjonowania. Z opublikowanego wiosną dokumentu wynika, że po przebadaniu potencjału lokalnych odnawialnych źródeł energii w prawie 100 powiatach, możliwy wkład geotermii w zaspokojenie potrzeb energetycznych średniego powiatu jest praktycznie niezauważalny – na poziomie 0,1 proc. Rozgłaszanie więc przez rząd, że geotermia może rozwiązać problem na przykład smogu to czysta propaganda. Tak samo jak twierdzenia, że może cokolwiek zmienić w realizacji unijnych celów klimatycznych. Nieco śmiesznie brzmi też reklamowanie geotermii jako źródła „naszego”, „własnego”, „polskiego”.  Jakby na ten przykład Słońce było niemieckie, a wiatr – duński.

Na liście projektów, które mają za chwilę dostać wsparcie NFOŚ, obok geotermii są wyłącznie instalacje do spalania biomasy. W przywołanym wyżej opracowaniu dla ME, biomasa zajęła pierwsze miejsce. W przebadanych powiatach średnio może zapewnić ponad 30 proc. lokalnych potrzeb energetycznych. Efekty rozpowszechnienia biomasy bywają różne. W Polsce współspalanie biomasy służyło wyłącznie do nabijania kasy. Komu? Oczywiście państwowym koncernom energetycznym. Ale już Litwini za pomocą biomasy skutecznie wyeliminowali ze swojego ciepłownictwa, szkodliwy dla atmosfery, węgiel. Jednocześnie uruchomili efektywną giełdową platformę handlu biomasą, która stała się miejscem praktycznie całości obrotów biomasą energetyczną w tym kraju. Kilka lat temu były w Polsce podobne pomysły na giełdę biomasy, ale od dłuższego czasu o nich cicho. I pewnie pozostaną wspomnieniem, bo największy dostawca biomasy – Lasy Państwowe woli ją sprzedawać na własnych zasadach. A jak pokazuje wycinka Puszczy Białowieskiej, nie ma w Europie siły, która mogłaby przeszkodzić Lasom w interesach.    

Z powyższego można pokusić się o wnioski, że stosunek rządu do poszczególnych OZE wyznaczają interesy jego popleczników. A dokładniej popleczników ministra środowiska Jana Szyszki. Bo o jego związkach z ojcem Rydzykiem i Lasami Państwowymi trudno mówić inaczej niż „bliskie”. A że geotermia ani biomasa nie mają nic wspólnego z ideą energetyki obywatelskiej? Za to są „nasze”, w odróżnieniu od Słońca i wiatru, które są „niczyje”, a więc „nie nasze”.

 


Leszek Kadej / współpracownik REO.pl


 


Od redakcji REO.pl: 

1. Czy nie jest na swój sposób intrygujące, że duchowny katolicki tak bardzo angażuje się w energię z podziemnych czeluści, a z wrogością podchodzi do niebiańskich źródeł mocy odnawialnej?  [hum.}


2. O pluralizmie poglądów (w tym wypadku na temat geotermii) wśród osób piszących na REO.pl, niech zaświadczy artykuł Bartłomieja Iglińskiego, z cyklu Można? - Można!: Gorące pozdrowienia z Podhala, do przeczytania tu: http://bit.ly/2y5esxo

Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.