Kryzys branży OZE ma cichą akceptację rządu

20.03.2017

Dane Urzędu Regulacji Energetyki potwierdzają, to, co od dłuższego już czas sygnalizujemy jako izba gospodarcza - cała branża OZE stanęła w obliczu najgorszego kryzysu od momentu ustanowienia w Polsce w 2005 r kompleksowego systemu wsparcia dla odnawialnych źródeł energii. Dramatyczny spadek cen zielonych certyfikatów – do ok. 40 zł w transakcjach sesyjnych i niespełna 100 zł w transakcjach pozasesyjnych stawia przed widmem upadłości większość inwestorów niepublicznych, którzy nie mają zawartych umów długoterminowych ze spółkami obowiązanymi do ich umarzania. Umowy te są zresztą masowo wypowiadane przez dominujące na rynku spółki Skarbu Państwa.

Wszystko to dzieje się przy cichej akceptacji rządu, który doskonale sobie zdaje sprawę ze skali kryzysu, ale nie tylko nie podejmuje żadnych działań, aby go złagodzić i pomóc inwestorom, ale wręcz przeciwnie – z wielu wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Energii można wyprowadzić wniosek, że bankructwo niepublicznych operatorów byłoby im całkowicie na rękę. Wydają się przy tym całkowicie ignorować związek pomiędzy świadomym pogorszaniem warunków funkcjonowania dla inwestorów, nie tylko z branży OZE, a dramatycznym spadkiem inwestycji w ubiegłym roku. Ale prawda jest taka, że inwestycje są wstrzymywane nie „na złość” nowej władzy, ale ze strachu przed jej nieliczącymi się z interesami przedsiębiorców, nieprzewidywalnymi działaniami, które de facto oznaczają wywłaszczenie bez odszkodowania.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że widoczne w danych URE całkowite załamanie się rynku inwestycyjnego OZE po 30 czerwca 2016 r. jest skutkiem fatalnych warunków ekonomicznych i wrogich przedsiębiorcom zmian w prawie, w tym w szczególności słynnej ustawy antywiatrakowej. Wbrew optymistycznym twierdzeniom Ministra Andrzeja Piotrowskiego, który jeszcze w grudniu ubiegłego roku twierdził na posiedzeniu sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, że „…doniesienia o śmierci tego sektora w Polsce (…) były zdecydowanie przedwczesne”, w II półroczu 2016 roku nie zrealizowano praktycznie żadnych nowych inwestycji. Pan Minister, zapewne z braku doświadczenia w branży, myli informacje o wydanych przez Prezesa URE koncesjach, których łączny wolumen wyniósł w tym okresie zaledwie 175 MW, z nowymi inwestycjami, których z oczywistych powodów już nie realizowano.

Szczególnie niepokojący jest jednak nie brak inwestycji, ale rysujący się trend załamania produkcji z odnawialnych źródeł energii

Dla porównania – w rekordowym I półroczu koncesje wydano operatorom ponad 1200 MW, ale w praktyce część z tych instalacji zbudowano jeszcze w 2015 r. Podobnie dane za II półrocze odzwierciedlają wnioski o koncesje złożone przed wejściem w życie rozdziału 4 ustawy o OZE, czyli przed 1 lipca 2016 r. Aktualnie nie buduje się już nic, co potwierdziła przeprowadzona niedawno przez REO kwerenda w Urzędach Marszałkowskich.

Szczególnie niepokojący jest jednak nie brak inwestycji, ale rysujący się trend załamania produkcji z odnawialnych źródeł energii. Znacznie niższy niż rok wcześniej łączny wolumen wydanych certyfikatów i spraw „w toku” musi budzić co najmniej zaskoczenie, zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę rekordowy przyrost mocy. Jest to w mojej opinii odzwierciedlenie faktu, że załamanie się rynku certyfikatów doprowadziło do braku rentowności produkcji nie tylko z wiatru, ale także z hojnie wcześniej wspieranej biomasy. W najbliższych miesiącach dane te zostaną zweryfikowane, ale szacuję, że mimo znaczącego wzrostu mocy zainstalowanej w farmach wiatrowych produkcja „zielonej” energii w 2016 r nie przekroczy poziomu z roku poprzedniego. Wydaje się, że w tej sytuacji sukcesem byłoby osiągnięcie produkcji rzędu 21 TWh (licząc w tym wkład dużej hydroenergetyki). Czy to się udało, dowiemy się wkrótce.

Gdyby nawet tak się stało, zagrożone staje się osiągnięcie celu w zakresie produkcji „zielonej energii”, która w 2020 r powinna wynieść ok. 24-25 TWh. Brakować będzie 2-3 TWh.

Przeprowadzone szczątkowe aukcje z oczywistych powodów (końcówka 2016 r) nie mogły się przyczynić i nie przyczynią się do pobudzenia rynku inwestycyjnego, tym bardziej, że część z nich miała charakter „migracyjny”, pozwalający przejść istniejącym instalacjom z systemu zielonych certyfikatów do systemu kontraktów aukcyjnych. Rząd zapowiada wprawdzie co najmniej 10-krotne zwiększenie kontraktacji w 2017 r, ale dotychczas nie wiadomo, kiedy te aukcje zostaną ogłoszone i jakie ostatecznie będą ich zasady. Pogłębia to niepewność i zniechęcenie inwestorów. Najszybciej dotychczas rozwijająca się branża wiatrowa nie wydaje się być zainteresowana udziałem w aukcjach, ze względu na bardzo nisko określone ceny referencyjne, co skorelowane z drastycznym, 4-krotnym wzrostem podatku od wiatraków czyni te inwestycje nierentownymi. Istotną barierą są też ograniczenia odległościowe wprowadzone na początku ubiegłego roku, które praktycznie eliminują możliwość budowy turbin o wysokości przekraczającej 100 m (wysokość wieży plus śmigła).

 

Tomasz Podgajniak

Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej



Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.